wtorek, 4 grudnia 2012

Płaszcz, nowy łup!

Wiem, wiem.. Miałyśmy nic nie kupować. Tu jednak mamy wytłumaczenie! Obie nie mamy zimowej kurtki/płaszcza. Ja na co dzień chodzę w skórzanej ramonesce a Kasia w brązowej parce. Niestety nawet na Wielką Brytanie nasze nakrycia wierzchnie zawodzą, więc nie obyło się bez kupna nowego, cieplejszego. Obie zamówiłyśmy ten sam płaszcz ze strony dorothyperkins.com. Skorzystałyśmy z promocji -30% +darmowa przesyłka +zniżka dla studentów (całkiem nieźle).


Płaszcz jest częściowo wełniany, a rękawy uszyte są z a'la skóry. Płaszcz spodobał nam się tak bardzo, że nie przeszkadza nam fakt, iż będziemy wyglądać jak siostry a raczej jak Flip i Flap. Co do nas przemówiło? Kolor, krój? Wszystko. Naszym zdaniem jest przepiękny! Oczywiście nie obyło się bez problemów.. Podczas zamawiania serwis dorothyperkins pobrał pieniądze dwa razy! NO COMMENT.. Oczywiście w banku  tego nie załatwiłam, w sklepie dorothyperkins również.. Musiałam dzwonić przez 3 godziny do biura klienta dorothyperkins i nikt nie odbierał, automatyczna sekretarka doradziła mi żebym napisała do nich maila.. O Wielkiej Brytanii i o niedorzecznych rzeczach związanych z nią na pewno pojawi się notka, bo nawet byście nie uwierzyły/uwierzyli co tu się wyprawia! 

To tyle, napiszcie jak Wam sie podoba nasz nowy płaszczyk? Jeszcze do nas nie dotarł ale mam nadzieję że w tym tygodniu już będziemy w nim śmigać. Jesteście już zopatrzone na zimę?

Pozdrawiam E :)

niedziela, 2 grudnia 2012

The Body Shop vs The Body Shop - pojedynek maseł

Idzie zima.
A co się z tym wiąże? Nawilżanie ciała! Przynajmniej w moim wypadku - uwielbiam w zimę się balsamować i po chwili wskoczyć w ciepłą piżamę i do łóżka. Masła z The Body Shop zawsze były dla mnie czymś nieosiągalnym, ze względu na ich zawrotną cenę. No bo kto (i po co?) lekką ręką wydaje 70 złotych na mazidło do ciała? Produkt kultowy, zachwalany wszem i wobec, ale jednak pieruńsko drogi. Na szczęście (albo i nieszczęście) masła często można upolować na promocji, co zrobiłyśmy z Ewą i za każde zapłaciłyśmy około 5 funtów, więc jeszcze nie tak źle. Ewa kupiła sobie Grejfrut i Cytrynę a ja zdecydowałam się na Mango i Aloes. Wydawało mi się, że wszystkie masła różnią się tylko kolorami i zapachami, ale jak się okazało, wcale tak nie jest.

(od razu przepraszam za brak zdjęć - nie mam odpowiedniego aparatu, pogoda sprawia, że w moim domu jest wiecznie szaro, więc żadne zdjęcia nie wychodzą..)



Przede wszystkim - konsystencja. Denerwuje mnie nalepianie etykietek "masło" na każdym produkcie do ciała, który zamknięty jest w słoiczku a z masłem nie ma nic wspólnego. Masło, jak to masło, powinno być zbite i twarde. I taki jest właśnie Aloes - rozpuszcza się pod wpływem ciepła, jednak w opakowaniu jest twardziusieńki. Jeśli przewrócimy słoiczek do góry nogami to nic z niego nie wypłynie.

Mango z kolei jest, moim zdaniem, zwykłym balsamem do ciała, może trochę bardziej gęstym, ale na pewno nie nazwałabym tego masłem! Bardziej budyniem.

Jeśli chodzi o konsystencję wygrywa zdecydowanie Aloes - świetnie się rozprowadza, pod wpływem ciepła palców topi się szybciutko i tak samo szybko się wchłania.

Po drugie:
wchłanianie. Mango wchłania się o wiele wolniej i lubi zostawiać na skórze ciciki (nie wiem czy to słowo  istnieje, czy używa go tylko moja mama). Aloes wchłania się natychmiastowo, nie zostawia żadnej warstwy i nic się do niego nie przykleja. 

Po trzecie
nawilżanie. Tutaj ciężko jest mi stwierdzić różnice, ale na upartego, wydaje mi się, że Aloes nawilża lepiej. Nie ma to jednak znaczenia bo obydwa masła nawilżają świetnie, skóra jest po nich mięciutka, gładka i bardzo przyjemna w dotyku. Cena jednak chyba robi swoje, bo po Bodyshopowych masłach mam Najmilszą Skórę Świata.

I tu znowu plus do Aloesu. Ale..

4. Zapach
Mango mango mango!!! Przepiękny zapach, niechemiczny, bardzo świeży. Kojarzy mi się ze słońcem, wakacjami, aż ma się ochotę go zjeść. Uwielbiam się nim wysmarować (a raczej być wysmarowana. P :*) i otulić się kołdrą i zasypiać przy tym zapachu. Zostaje na skórze dość długo, piżama też nim pachnie - 10/10. Uwielbiam!

Aloes jest bezzapachowy. Może coś tam czuć w opakowaniu, troche pudrowy, lekki zapach ale nic a nic nie pachnie na skórze. A szkoda, naprawdę.

Podsumowując:
Aloes jeśli chodzi o nawilżenie, konsystencję i wchłanianie wygrywa pojedynek. Jeśli jednak miałabym wybrać któreś z maseł wybrałabym Mango za rewelacyjny zapach.

Jako że masła powoli mi się kończą zaopatrzyłam się w kolejne - Kandyzowany Imbir. Za zawrotną cenę 3! funtów. Pachnie obłędnie, a konsystencją wpasowałby się między Mango a Aloes - więc ideał. Zobaczymy jak się sprawdzi :)

A Wy, jakie macie doświadczenia z masłami The Body Shopu? Polecacie jakieś inne?

Buziaki
K