niedziela, 29 lipca 2012

Moja aktualna/podstawowa pielęgnacja włosów.

Cześć dziewczyny!

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić moją aktualną pielęgnacją włosów. Tą bardziej "podstawową" - czyli produktami, które (w większości) lubię, do których często wracam i które na moich włosach się sprawdziły. Nie opiszę tutaj produktów które testuję teraz, tylko te, które testuję od dłuższego czasu :)


Od razu mówię że nie ma tu absolutnie nic zaskakującego i odkrywczego, właściwie wszystkie produkty są mniejszymi bądź większymi hitami na blogach więc nie będę się długo rozpisywać nad ich właściwościami. Jeśli chcecie dokładną recenzję poszczególnego produktu - piszcie w komentarzach, a na pewno pojawi się na dniach.
Szampony

Priorytetem dla mnie, podczas wybierania szamponów, jest to żeby nie plątały włosów. Niestety mam okropne włosy - bardzo mi się kołtunią i plączą - gdy szampon jest za "mocny" (nie wiem czy to dobre słowo) i zostawia je tępe i aż piszczące z czystości to zazwyczaj nie mogę ich potem rozczesać.
1. Alterra, Aloes & Granat - to mój ulubiony szampon ze wszystkich alterrowskich i moje n-te opakowanie. Dobrze oczyszcza włosy, nie plącze ich, zostawia je gładkie, lśniące i jest generalnie w porządku. Oczywiście słabo się pieni przez co moim zdaniem niestety nie radzi sobie ze zmywaniem olejów z włosów. Poza tym jest moim ulubieńcem ever.
2. Nivea Baby, Szampon nadający połysk - to właśnie szampon do "zadań specjalnych". Również nie plącze włosów, dogłębnie je oczyszcza. Jedyne co mnie w nim denerwuje to jego zapach.

Odżywki do spłukiwania

Ostatnimi czasy próbuję używać metody OMO - czyli Odżywka-Mycie-Odżywka. Sprawdza się ona na moich skołtunionych włosach bardzo dobrze. 

1. Alterra, Odżywka do włosów łamliwych, Morela & Pszenica - lubię tą odżywkę ale tylko do pierwszego "O" bo moim zdaniem - okropnie pachnie! Zupełnie nie czuję tu ani moreli ani pszenicy, tylko chemiczny, apteczny zapach.. Przygotowuje moje włosy do mycia szamponem i w tej roli sprawdza się bardzo dobrze. Kiedy używałam ją jako drugie "O" miałam wrażenie, że obciąża moje włosy.

2. Isana, Odżywka wygładzająca z olejem babassu - tu już jako drugie "O", sprawdza się świetnie, nie będę się nad nią rozpisywać bo chyba zna już ją każdy kto śledzi blogi.


Maski

1. Alterra, Maska do włosów Granat & Aloes - uwielbiam tą maskę. Włosy lśnią, są puszyste (a to wielkie osiągnięcie w moim przypadku) i dobrze się układają. 2. L'biotica Biovax, Maska do włosów suchych i zniszczonych i 3. Pilomax, Regenerująca maska do włosów - obydwie są bardzo podobne i w konsytencji i w działaniu - sprawiają, że włosy są bardzo wygładzone i łatwo je rozczesać. Mam wrażenie że niestety włosy po ich użyciu są trochę oklapnięte, ale to niewielki problem. Wszystkich masek używam w ten sam sposób - nakładam na włosy, zakładam czepek, chodzę pół godziny i zmywam. Staram się używać masek co trzecie mycie.

Oleje



Przyznaję - jestem słaba jeśli chodzi o systematyczność olejowania. Czasem robię to co drugie mycie, czasem zapominam o tym przez miesiąc. Wiem, że to niewątpliwie wpływa na ich działanie, gdybym się przykładała miałabym już pewnie piękne włosy !

1. Alverde, Czarna porzeczka - jest okej, uwielbiam jego zapach i buteleczkę - bardzo poręczna jest ta pompka - szczególnie kiedy mamy tłuste od oleju ręce. Jeśli chodzi o działanie - nie powala na kolana. Właściwie niewiele robi, chyba zacznę używać go na ciało. 
2. Alterra Limetka i Oliwa i 3. Alterra Granat i Awokado - tutaj jeśli chodzi o działanie jest o wiele lepiej - włosy są wyraźnie bardziej puszyste, lśniące. No lubię, lubię, ale wszyscy już je znają więc nie będę tracić czasu :)

Wcierki


Wcierki to właściwie nowość w mojej pielęgnacji włosowej - wodę brzozową zaczęłam stosować jakieś dwa miesiące temu, a Jantarek jest u mnie dopiero tydzień
1. Farmona, Jantar - zna bardzo lubię jego zapach! Kojarzy mi się z męską wodą po goleniu :) Niewiele mogę powiedzieć o działaniu, ale ma przyjemną konsystencję, nie obciąża włosów, nie przetłuszcza ich. Więcej wkrótce. ele robi, chyba zacznę używać go na ciało. 
2. Barwa, woda brzozowa - jestem już prawie przy denku - i muszę powiedzieć, że wyraźnie zmniejszyło się u mnie przetłuszczanie włosów. Mogę ich nie myć nawet 3 dni i nie wyglądają tak źle (odkąd poszłam do gimnazjum myłam głowę codziennie rano, a wieczorem włosy wyglądały już nieświeżo - przynajmniej tak mi się wydawało). Nie zauważyłam zbyt wielu baby hair. Lubię ten produkt, ale okropnie denerwuje mnie ten alkoholowy zapach.. Fufufufu.




Na osobne zdjęcie nie załapała się też odżywka w sprayu z Marion, ale może napiszę jej osobną recenzję niedługo :)

I to właściwie tyle. Jeśli chodzi o pozostałą pielęgnację to już od dwóch lat czeszę moje włosy Tangle Teezerkiem. Saram się, jak mogę, nie używać suszarki - czasem jest to niemożliwe, ale ograniczam ;P Rzadko używam produktów do stylizacji włosów, bo moje kudełki są z natury proste i niestety bardzo szybko opadają, odkręcają się, prostują i tak dalej.. Uważam, że (oprócz tego okropnego kołtunienia się z którym nie mogę sobie poradzić) moje włosy są w dobrej kondycji i lubią zestaw, którym je traktuję :)
Zawsze miałam problem z wolno rosnącymi włosami. Kiedyś, kiedy farbowałam się na blond właściwie cieszyłam się z tego faktu, bo odrosty farbowałam raz na dwa miesiące, a i tak były minimalne. Odkąd jednak zauważyłam, że wszystkie moje znajome, nawet po obcięciu się na chłopaka (pozdrawiam M.) miały po pół roku włosy dłuższe ode mnie postanowiłam coś z tym zrobić i mogę szczerze napisać, że dzięki olejowaniu włosów zaczęły mi one szybciej rosnąć. Punkt!
Wewnętrznie włosów niestety nie odżywiam - piję co prawda pokrzywę, ale nie wydaje mi się, żeby to zasługiwało na miano "odżywanie włosów od wewnątrz". Myślę o piciu drożdży, ale chyba jestem zbyt leniwa na to..

Dajcie znać czy używałyście któregoś z tych produktów, czy lubicie, czy nie bardzo. Może macie jakieś rady na to okropne kołtunienie się? :(

Buziaki
K

PS. Nienawidzę bloggera za to jakie numery mi wykręca podczas pisania notek kiedy zdjęcie ucieka na prawo, potem na lewo, a wtedy tekst na środek, grrrr..

sobota, 28 lipca 2012

Odwrócony french - Pomarańcz i srebro

Cześć wszystkim.

Dzisiaj korzystam z wolnej od pracy, słonecznej pogody. Plaża/spacer/jedzonko/pogaduchy z koleżankami itp. Leniwy dzień - to lubię, a jedyne co mi zostało do zrobienia to kąpanie pędzli :) Dzisiaj notka z opóźnieniem czasowym o tym, co zmalowałam na swoich paznokciach dziś rano.

W roli głównej Miss Sporty i GOSH


 Robione od ręki... ale powiem Wam, że patrząc z daleka nie jest źle ;)


GOSH 555 Silver i MissSporty QuickDry nr22

Notka miała być o spreju, który zmienia teksturę włosów ale niestety eksperyment się nie udał.. Chyba ja coś źle zrobiłam. Może następnym razem :) To tyle na dziś, może kogoś zainspirowałam a teraz wracam do leniuchowania buziaki:*

Ewa

piątek, 27 lipca 2012

Mój pierwszy Glossybox UK - lipiec.

Cześć dziewczyny!

Jakaż mnie radość ogarnęła we wtorek po powrocie z pracy , nawet sobie nie wyobrażacie! Mianowicie, zaczęłam subskrybować GlossyBox'a w wersji UK, czyli pierwotnej że tak powiem :) We wtorek pierwsza paczuszka już do mnie dotarła i pokażę Wam co było w środku! Skusiłam się, ponieważ uwielbiam taki element zaskoczenia - taka jakby forma prezentu/niespodzianki (?). Zawsze zazdrościłam blogerkom różowego pudełeczka z tajemniczą zawartością. Ze względu na Olimpiadę w Londynie paczuszka dotarła z opóźnieniem, na szczęście jednodniowym. Miałam okazję sprawdzić co będzie w środku (dziewczyny na yt, już zdążyły pokazać co było w boxie) ale na szczęście tego nie zrobiłam! A że Aberystwyth to koniec świata, pewnie musiałam czekać najdłużej :C Ale nie ma co płakać, ponieważ pudełeczko u mnie całe i zdrowe. Oto zdjęcia (dużo zdjęć) lipcowego GlossyBox'a i krótki opis produktów:


1. Collin Resultime, Wielofunkcyjny regenerujący żel kolagenowy. Cena pełnowymiarowego produktu 47,25f /50ml


2. Awapuchi Wild Ginger by Paul Mitchell, Texturizing Sea Spray. czyli co? Spray, który zmienia teksturę włosów, w efekcie robiąc fale a'la plaża. Ciekawe, zobaczymy... Cena: 18,95f /150ml


3. MONU, bogaty krem nawilżający na noc. Tutaj już na wstępie muszę napisać, że z tego produktu najbardziej się cieszę ponieważ rozglądałam się za kremem na noc od pewnego czasu. Użyłam go już przedwczoraj w nocy i jestem MEGA MOCNO OCZAROWANA, twarz rano jest miękkusia i miła w dotyku, mega nawilżona aż do wieczora, a koloryt wyrównany :O Jakieś czary? Przetestuję z miłą chęcią i dam Wam znać. Cena: 36,95f/50ml 


4. Jelly Pong Pong Cosmetics, Lip Frosting (dostałam pełnowymiarowe opakowanie) Hmm... Jest to wielofunkcyjny błyszczyk. Można go nosić na ustach, jak również na policzkach. Pachnie przecudnie! Cena: 10f


5.KRYOLAN Satin Powder, Pudrowy cień do powiek (produkt pełnowymiarowy). Pyłek w kolorze brzoskwinki, pięknie się mieni. Chyba to będzie mój ulubieniec cieniowy. Cena: 4,75f



6. (bonus) Próbki Elizabeth Arden, z serii Visible Difference Skin Balancing 


Jestem bardzo zadowolona z tego GlossyBoxa i nie mogę się doczekać następnego! Jedyne co mnie smuci to fakt, że inne osoby w swoich boxach dostały paletkę do brwi HD Brows :C No nic, to znak że muszę wykończyć moje z Essence!

Co myślicie o tych produktach? Jak porównujecie to do polskiego Glossy Boxa? Subskrybujecie lub będziecie subskrybować? Piszcie wszystko, pozdrawiam Was gorąco!

Ewka

czwartek, 26 lipca 2012

Jeszcze świeże złoto-niebieskie paznokcie :)

Cześć dziewczyny!

Dziś szybciutki post o tym jaki manicure zmalowałam. Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem zrobienia czegoś podobnego, ale jakoś nigdy nie miałam czasu, a jak robiłam go na szybko to kończyłam z lakierem rozmazanym po całych palcach.. Dziś rano w końcu bardziej się do niego przyłożyłam i oto co mi wyszło:


Nadal nie jest idealnie, ale jak na pierwszy raz (i to przy moich antyzdolnościach) wydaje mi się, że jest całkiem okej.


Przepraszam Was za źle wykadrowane i nieostre zdjęcia - pierwszy raz fotografowałam prawą rękę - u lewej złamał mi się 'fakjuk' i nie wygląda reprezentatywnie więc stwierdziłam, że oszczędzę Wam wrażeń. Tym sposobem, z trzęsącą się ręką niczym przy delirium, robiłam zdjęcia pół godziny i ze 100 wyszły 3 ;)


Do mani, oprócz taśmy klejącej i nożyczek, użyłam:


- Barry M - 320 Gold Foil
- Colour Alike - 451 świeżo malowane

Uwielbiam obydwa, Barry M towarzyszy mi bardzo często w jesienne dni, z kolei Colour Alike jest moim ulubionym niebieskim lakierem EVER i na pewno nie raz jeszcze się tu pojawi.

Jak Wam się podoba? :)

Buziaki
K

środa, 25 lipca 2012

Moje stare/nowe odkrycie - konwalie!

Sponsor dzisiejszego posta!

Cześć i czołem!

Jako że postanowiłam zrobić porządek w szafie i kosmetykach odkrywam w moim pokoju coraz więcej niespodzianek, zapomnianych ciuchów (w tym na przykład trzy pary butów, których szukałam przez ostatni rok..) czy nieużywanych z jakiegoś powodu kosmetyków. Tym samym w ręce wpadł mi krem/balsam, który mój tata kupił podczas wizyty w Wielkiej Brytanii za, uwaga, 1 funta. Oczywiście o nim zapomniał, a kremik biedny przeleżał sobie kawał czasu w mojej szafie (idea trzymania kosmetyków upchniętych gdzieś w zimowe swetry jest w ogóle bardzo dziwna, ale nie będę zagłębiać się w ten temat..).

Chciałam się z Wami koniecznie podzielić moim odkryciem, bo balsam, jako naprawdę nieliczny z kosmetyków na rynku, ma zapach konwalii! A to chyba mój ulubiony kwiatowy zapach, iście letni, lekki i piękny! Ale po kolei..

Cyclax - Nature Pure Vitamin E Face and Body Cream


Od razu zaznaczam, że krem niestety dostępny jest tylko w Wielkiej Brytanii. Nie widziałam go nigdzie indziej :(

Opakowanie: 300ml zakręcany plastikowy słoiczek. Bardzo lubię takie opakowania, bo można balsam wykorzystać do końca, zamiast przecinać tubkę czy cokolwiek innego. Plus za dodatkową osłonkę pod zakrętką - możemy mieć pewność, że krem nie wyschnie.




Zapach: kon-wa-lia! Naprawdę zapach jest przeuroczy, zaczarował mnie po pierwszym wąchnięciu. Co najlepsze trzyma się skórze całkiem długo!. Na początku myślałam, że krem będzie miał miętowy zapach - przez względu na obrazek na opakowaniu i ten kolor, ale nie.. No uwielbiam go!

Kolor: rozbielona pistacja.

Konsystencja: krem jest bardzo leciutki jeśli jednak odwrócimy słoiczek do góry nogami to nic nam się z niego nie wyleje :) Przez tą lekką formułę jest bardzo wydajny, wystarczy odrobinka żeby nanieść go na całe ciało. Lubię taką konsystencję o wiele bardziej niż typowe, ciężkie masła, z którymi jest po prostu więcej zachodu..



Działanie: krem na opakowaniu reklamuje się jako krem do twarzy i ciała. Ogarnęłam skład i postanowiłam w ogóle nie nakładać go na twarz - ma w sobie Parrafinum Liquidum, a to tłustym cerom nie służy. Jeśli chodzi o działanie na ciele to ja jestem zadowolona - ale nie jestem zbyt wymagająca, nie mam problemu z przesuszoną skórą i nie potrzebuję ultra nawilżenia. Krem jest lekki, więc może być niewystarczający dla osób z suchą skórą. Ja uwielbiam smarować się nim rano, po prysznicu, głównie ze względu na zapach - ale na plus jest także szybkie wchłanianie się!


Dostępność: tu niestety słabo.. Ja widziałam go tylko w sklepach Savers.


Cena: 99p!

Skład: nie znam się na tym za bardzo ale chyba nie jest to najprzyjemniejszy skład ever..
Aqua, Glyceryl Stearate, Paraffinum Liquidum, Stearic Acid, Propylene Glycol, Isopropyl Myristate, Dimethicone, Triethanolamine, Parfum, Tocopherol Acetate, Carbomer, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisonthiazolinone, C.I. 19140, C.I. 42090.

Podsumowując:
Bardzo lekki krem nawilżający do ciała o nieziemskim zapachu konwalii, na pewno nie raz jeszcze zagości u mnie w kosmetyczce ;)

Buziaki
K

wtorek, 24 lipca 2012

Gładkie stopy - nareszcie!

Cześć!

Odkąd pamiętam zawsze miałam problem ze stopami.  Po pierwsze każde buty obcierają mnie i to do krwi - nawet trampki z Conversa czy zwykłe japonki - nie wiem czy mam jakieś clownowate stopy, czy po prostu wybieram trefne obuwie ale po 20 latach zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Niestety drugim moim problemem jest fakt, że na moich stopach pojawiają się bardzo często odciski, ich skóra jest przesuszona - i generalnie wyglądają słabo.
Nie pomaga ich codzienne peelingowanie czy moczenie w soli kąpielowej, tarki też niewiele dają.. Kiedyś kupiłam kremy do stóp z Biedronki, ale te były dla mnie zbyt lekkie i właściwie nie widziałam żadnego efektu. Pomyślałam sobie ostatnio, że koniec tego, nie muszę wiecznie wstydzić się za swoje stopy i pobiegłam do Rossmanna po krem do stóp z firmy Scholl. Nie wiem dlaczego ale mam do tej marki zaufanie - może to przez to że jest na rynku od kiedy pamiętam i chyba jako pierwsza zainteresowała się stopami? W każdym razie akurat na produkty Scholl była wtedy promocja więc chwyciłam jeden krem i zabrałam go ze sobą na wyjazd nad morze. I co? I jestem za-chwy-co-na !

Scholl - Krem regenerujący popękane pięty
Z góry przepraszam za brak zdjęć, ale nie mam jak ich zrobić. Postaram się wrzucić je później.

Źródło: klik

Opis producenta:
Skutecznie wygładza szorstkie, suche i popękane pięty, co potwierdzają badania kliniczne. Działa błyskawicznie - rezultaty widoczne w przeciągu 7 dni. Pierwsze widoczne rezultaty już po 3 dniach stosowania. Likwiduje uczucie dyskomfortu. Pomaga zapobiegać infekcjom. Testowany dermatologicznie.
Stosować dwa razy dziennie na czyste i suche stopy. Kontynuować stosowanie w celu utrzymania skóry stóp we właściwej kondycji.


Moja opinia:
Opakowanie: krem zamknięty jest w 60ml, plastikowej poręcznej tubce. Denerwuje mnie fakt, że tubka nie jest przezroczysta i nie wiemy ile kremu nam jeszcze zostało. Trochę się trzeba nią bawić jak mamy tłuste ręce, a tubka się wyślizguje..

Konsystencja: krem ma bardzo bogatą konsystencję - jest gęsty, lepki i ciężki. Przez to niestety nie grzeszy wydajnością. Po półtora tygodnia używania zużyłam nieco mniej niż połowę - ale wydaje mi się, że to i tak trochę za dużo.. 

Zapach: niekoniecznie przyjemny. Trochę parafinowy, chemiczny - i jak na złość trzyma się dość długo..

Aplikacja: krem, mimo tego że jest tłusty, rozprowadza się szybciutko - ja oczywiście nie nakładałam go tylko na pięty tylko traktowałam nim całe stopy - jakoś nie przemawia do mnie idea jednego kremu do pięt, drugiego do podbicia, trzeciego na palce - no bez przesady. Krem długo się wchłania i zostawia tłusty film, więc nie polecam stosować go na dzień. Ja zawsze nakładam krem, zakładam skarpetki i idę spać. (Co nie zmienia faktu, że rano skarpetki jakimś cudem znajduję pod łóżkiem albo na parapecie..)

Działanie: !!! Krem poradził sobie z moimi stopami po TRZECH aplikacjach. Jako jedyny krem ze wszystkich których używałam zostawił moje stopy gładkie, miłe w dotyku i dobrze wyglądające. Jestem w szoku! Naprawdę nie wierzyłam, że uda mi się w tak krótkim czasie zapanować nad moimi stopami. Po tygodniu używania był już w ogóle bez skazy (oprócz zgrubienia na pięcie, które mam od butów i nijak nie mogę się go pozbyć). Mój hit nad hitami - będę kupować kolejne opakowania.

Cena: 21 złotych, ja w promocji kupiłam go za 14.99. Niestety nie jest to najtańszy produkt, ale za takie działanie na pewno wyląduje u mnie w kosmetyczce jeszcze raz.

Skład: aqua, urea, dimethicone, decyl oleate, petrolatum, lanolin, dicocoyl pentoerythrityl distearyl citrate, cera microcristallina, glyceryl oleate, paraffin, panthenol, aluminium stearate, propylene glycol, phenoxyethanol, carbomer, chlorphenesin, bisabolol, tocopheryl acetate, sorbitol, methylparaben, butylparaben, ethylparaben, propylparaben, isobutylparaben, faex, BHA, citric acid. 

Ocena: 10/10 !

Znacie jakąś tańszą alternatywę do Scholla? Jak Wy dbacie o swoje stopy?
Buziaki

K

poniedziałek, 23 lipca 2012

Wróciłam!


Cześć dziewczyny!

Co prawda z nad morza wróciłam już w weekend, ale zdążyłam się już przeprowadzić z Warszawy do Częstochowy i zrobić generalny porządek w szafie (co nie jest wcale takie proste jak się wydaje!), więc piszę dopiero teraz. Ciężko jest mi nadrobić tydzień nieobecności w blogosferze - dziewczyny, szalejecie z tymi postami, nie wiem jak się do nich zabrać.

Co do moich nadmorskich spostrzeżeń kosmetycznych:

1. Wróciłam bledsza niż pojechałam - co wcale mnie nie dziwi, mimo że pogodę mieliśmy całkiem ładną. Nie umiem się opalić i koniec :C Zrezygnowałam nawet pod koniec z filtrów ale i tak nic to nie dało.
2. Kocham plażowy piasek i pokochałam krem Scholl do popękanych pięt - cudo! Nigdy nie miałam tak ładnych stóp. (Co nie zmienia faktu, że raz zdarzyło mi się chodzić w sandałach w morzu które zafarbowały mi stopy i nie mogłam ich domyć przez trzy dni :D)
3. Kocham również lakier Essence Iced Late - trzymał się bez poprawek równy tydzień, po którym go zmyłam bo po prostu mi się znudził.
4. Pierwszy raz od dwóch miesięcy złamał mi się paznokieć, niestety tuż przy samym opuszku  [*]. TO BOLI.

I to chyba tyle.
Mam głowę pełną pomysłów na następne posty więc szykujcie się!

K

niedziela, 22 lipca 2012

Metamorfoza Gabrieli - make-up i outfit(y)

Cześć dziewczyny!

Z okazji wolnej soboty postanowiłam zrobić coś kreatywnego i nie chodzi tu o sprzątanie pokoju :) Mianowicie, zaprosiłam do siebie kumpelę i powiedziałam prosto z mostu: Gabriela, robimy Ci metamorfozę! 
Poznajcie Gabrielę 


Tak Gabi prezentuje się na co dzień: jakaś tam koszula, proste czarne spodnie, minimum makijażu (tusz, puder lub podkład). Krótko mówiąc na luzie. Moim zdaniem Gabi za bardzo chowa się w cieniu (kochana masz super osobowość z charakterkiem, to pokaż trochę pazura!). Gabriela ma figurę gruszki: średniej wielkości biust, super wcięcie w talii (zazdroszczę bo jestem jabłkiem :C) i pełniejsze biodra. Faceci uwielbiają ten typ figury! NIE MA CO SIĘ ZASŁANIAĆ, zwłaszcza, że pogoda coraz lepsza. Przygotowałam dla niej dwa outfity: jeden na co dzień w nieco rockowym stylu, który ją odzwierciedla (jak dla mnie), oraz drugi w wersji soft na romantyczną randeczkę czy coś w tym stylu. 

Stylizacja nr 1


Uwaga bardzo ważna i szokująca informacja: Gabriela ma 21 lat i NIGDY W ŻYCIU NIE MIAŁA NA SOBIE SPODNI TYPU RURKI. Gdy się spytałam dlaczego, to odpowiedziała mi krótko 'to nie dla mnie, mam grube nogi'. No nie....Wytłumaczyłam jej, że rurki wyglądają super nie tylko na szczupłych dziewczynach. Ważne jest aby wybrać dobry fason i kolor. Ja zaproponowałam Gabi klasyczne rurki z  troszkę wyższym stanem w kolorze ciemnego jeansu i uważam, że to model stworzony dla niej (i dla każdego, kto się boi rurek). Przejdźmy dalej, żeby zrównoważyć sylwetkę a zarazem pokazać kształty Gabi, ubrałam ją w czarną, krótką zamszową (?) kurteczkę w stylu ramoneski z zamkiem na bok. Pod spodem jakaś dłuższa bluzeczka bez rękawów z motywem czaszki, która fajnie komponuje się z całością. Buty które ma Gabi to klasyczne czarne botki, które optycznie wydłużają nogi.

Dodatki





Fryzura i make-up

Na wstępie powiem wam, że Gabriela ma piękne, bardzo gęste i grube włosy. W związku z tym, że stylizacja ma być dzienną , włosy postanowiłam tylko przeprostować. Jeśli chodzi o makijaż postawiłam na prosty i delikatny, żeby później nie sprawiał kłopotów. Na buzi wylądował podkład Clinique Even better w kolorze 03, korektor Rimmel Match perfection 030,  puder MAC Studio fix NW20, bronzer/róż firmy Flormar, rozświetlacz w płynie firmy MeMeMe. Cienie: paletka Sleek Au Naturel, tusz do rzęs BeneFit BADgal. Brwi: cienie do brwi Essence. Usta: pomadka Rimmel Airy Fairy.


Niestety aparat nie pokazał wszystkich kolorów :(

Stylizacja nr 2

  

W roli głównej biała, koronkowa sukienka w romantycznym stylu. Tutaj całkiem inna propozycja tzw. wersja soft: bez zamków, ćwieków i czerni. Sukienka o dość prostym fasonie podkreśla talię i po prostu dodaje uroku! Co tu dużo gadać, koronki i biel - aniołek. Niestety nie miałyśmy dostępu do klasycznych balerinek, które by zapewne bardziej pasowały do wszystkiego. Za to są botki na platformie firmy Wojas. 

Dodatki



Fryzura i Make-up

Zapomniałam dodać, że oprócz sukienki główną rolę odgrywa również fryzura (mój debiut fryzjerski z którego jestem mega zadowolona). Z włosów Gabi wyczarowałam takie 'coś'



Fryzura wygląda na pracochłonną i skomplikowaną ale w rzeczywistości jest banalnie prosta i szybka. (Jeśli chcecie, mogę nagrać filmik jak sobie zrobić takie romantyczne upięcie)

Makijaż

Make-up prawie nie różni się od poprzedniego. Dodałam jedynie róż na policzki (Clinique w kolorze Iced Lotus) a usta pomalowałam szminką MUA shade 2 oraz błyszczykiem H&M Pink&Rose.


To by było na tyle, piszcie czy Wam się podoba i co myślicie o notkach tego typu?

Ewka konewka

Wszystkie ubrania/dodatki są mojej własności.

sobota, 21 lipca 2012

Cukierkowy róż- BarryM Strawberry Ice Cream 309

Witam Was w ten wspaniały weekend!

W końcu, do Walii zawitało słońce i korzystam z weekendu wolnego od pracy. Co to znaczy? Znaczy to, że mogę pomalować paznokcie. W ciągu tygodnia jest to niemożliwe ponieważ w mojej pracy lakier na paznokciach jest za-bro-nio-ny :C Stwierdziłam, że dam im trochę koloru. Ja nie jestem taką lakieromaniaczką jak Kasia ,ale też mam jakąś tam kolekcję. Dziś na pazurach wylądował:

BarryM Strawberry Ice cream nr 309



Generalnie za kolorami na paznokciach nie przepadam (wole klasyczne beże) jednak dzisiaj jak pisałam wcześniej :postanowiłam zaszaleć. Ten lakier BarryM jest w super słodkim odcieniu różu, coś w rodzaju cukierków czy też barbie. Mnie się podoba :) Kolekcja z zeszłego roku z jakiejś pastelowej serii, wszystkie kolory prześliczne! Padło na róż. 


 Lakiery BarryM są dobrze napigmentowane, fajnie się nimi maluje ponieważ nie zostawiają smug. Krótko mówiąc są to lakiery dla mnie ponieważ nie umiem malować paznokci i zawsze się nimi paćkam, zostawiając smugi. Ten lakier mnie wybawia :)


Polecam go bardzo serdecznie wszystkim: mistrzom malowania i tym którzy są lewi tak jak ja.

życzę udanego weekendu robaczki, Ewka

piątek, 20 lipca 2012

Moja ulubiona pomadka- Rimmel Kate Moss

Witam Wszystkich bardzo serdecznie!

Dzisiaj do pochmurnej Walii zawitało troszkę słońca, jestem bardzo szczęśliwa! W związku z tym pokażę Wam szminkę, która jest idealna na słoneczne wiosenno/letnie dni. Generalnie jest ona moim ulubieńcem, w końcu znalazłam taki kolor jak chciałam i nie rozstaje się z nią nigdzie (jest zawsze w mojej torebce).

Rimmel z serii Kate Moss odcień nr 26


Limitowana seria Kate Moss jest w sumie uboga w kolory w porównaniu do innych pomadek Rimmel, lecz mnie to w ogóle nie przeszkadza bo spośród kilku znalazłam tę jedyną...


...Jest nią pomadka w kolorze 26.  Jak dla mnie to nudziako brzoskwinia

\
Zobaczcie jak pomadka spisuje się na ustach:



Mnie się kolor bardzo podoba. Jest uniwersalny i pasuje niemal do każdego makijażu i każdego typu urody! Konsystencja jest również fajna, gładko się rozprowadza i jedna warstwa (jak na zdjęciu) daje fajny efekt. Jeżeli szukacie jakiegoś żywszego koloru nude na wiosne/lato to gorąco wam polecam pomadkę Rimmel Kate 26 !

Jakie kolory na lato lubicie, brzoskwinie i nude czy raczej róże?
Ewa:*