czwartek, 30 sierpnia 2012

W końcu! Nowe buty na jesień :)

Cześć dziewczyny!

Na początek chcemy przeprosić za nieobecność, ale ostatnio miałyśmy z Kasią strasznie dużo na głowie: remont, praca ehh.. Mamy nadzieję, że wrócimy do blogosfery z wielkim powerem :) Dzisiaj chciałabym Wam pokazać nowe butki. Jestem osobą dość nieogarniętą, że tak powiem i zawsze wydaje mi się, że cały rok będą mi towarzyszyć baleriny. W UK śnieżnej zimy nie ma, ale za to niespodziewane deszcze albo raczej ulewy, są na porządku dziennym. Już zaczyna się wrzesień a ja zerkając do szafy zauważyłam, że brakuje mi 2 podstawowych elementów garderoby: butów i kurtki. To pierwsze mam za sobą, ale kurtki nadal poszukuję :( Jeśli chodzi o buty to chciałam takie, które są bardzo proste, ale zarazem żeby się czymś wyróżniały. W końcu na stronie Dorothy Perkins znalazłam buty idealne! (Przepraszam za jakość zdjęć ale pogoda daje w kość!)





Jak widać buty są o prostym kroju, w kolorze czarnym. To co przykuło moją uwagę i zachwyt to złote detale takie jak zamek z boku i obcas (niestety zdjęcia nie oddały piękna tych butów). Także od dziś będę się wozić na bogato, stukając złotymi obcasami :)) Co sądzicie?

Niedługo nasza notka podsumowująca tydzień do akcji chudniemy do grudnia! Pamiętajcie, że zawsze możecie dołączyć!

Buziole, Ewa:*

piątek, 24 sierpnia 2012

Chleb na diecie - jeść czy nie jeść? / Chudniemy do grudnia.


Cześć dziewczyny!
Dzisiaj post z serii dietowych :) Jak tylko zawzięłyśmy się z Ewą, że bierzemy się za siebie ja postanowiłam od początku swojej "diety" (a raczej zdrowszego trybu życia) zrezygnować z chleba. Niestety miałam z tym niemały problem. Dlaczego? Bo nie umiem nie zjeść w ciągu dnia kanapki - nie ma nic lepszego niż kanapeczka z pomidorkiem, białym serkiem czy pastellą (którą też staram się ograniczać, ale ciężko mi wychodzi :D). Dla mnie kanapka to podstawa w ciągu dnia, nie wspominając o takiej z bułeczki, chrupkiej w środku, miękkiej na zewnątrz, pięknie pachnącej i jeszcze ciepłej.. Ahhh.. No cóż, jestem kanapkowym stworem i nic na to nie poradzę! Z drugiej strony wieeele się słyszy o szkodliwym, tuczącym czy nawet ultrakalorycznym chlebie, który nic nie robi, tylko wypełnia nasz żołądek pustymi kaloriami. Czy na pewno tak jest? No właśnie nie, dlatego ja zrezygnowałam z białego, przetworzonego pieczywa na rzecz razowego.

Na samym wstępie:
Dlaczego warto jeść chleb?
(oprócz nieopisanej miłości do KANAPEK) 

Przede wszystkim chleb (ten pełnowartościowy, o którym napiszę później) jest źródłem węglowodanów, których potrzebujemy chociażby do trawienia tłuszczy czy pobudzania naszego organizmu. Poza tym jest pełen błonnika - który nie dość, że wpływa zbawczo na nasz metabolizm, przyspieszając pracę jelit to jeszcze bardzo pomaga podczas diet pęczniejąc w żołądku i tym samym sprawiając, że szybciej się najadamy i uczucie sytości nie znika po pół godziny.
Co więcej, chleb jest źródłem wielu witamin - przede wszystkim tych z grupy B, które są ważne dla naszego metabolizmu, a także minerałów - magnezu, cynku czy żelaza.
Całkowite odstawienia chleba to nienajlepszy pomysł - ale wybieranie tego pełnowartościowego podczas zakupów może nam bardzo pomóc.

Jaki chleb wybrać?
Ogólnie, najpopularniejsze pieczywo, jakie możemy dostać w Polsce (niestety w UK oferta jest koszmarnie zawężona) dzieli się na:
1. Pieczywo pszenne
2. Pieczywo żytnie
3. Pieczywo mieszane (pszenno-żytnie)
"Najzdrowsze" z nich wszystkich jest pieczywo żytnie, często niestety odstawiane na rzecz pszennego.

Pieczywo pszenne, czyli, krótko mówiąc - białe, robione jest z pszenicy, czyli z z mąki pszennej :D Czasem nawet z cukru (!). Taka mąka jest niestety bardzo często wysoko przetworzona - chleb właściwie wypiekany jest nie z ziaren, a z oczyszczonej mąki - czyli nie ma zupełnie wartości odżywczych i błonnika. To sprawia że biały chleb jest szybko trawiony, syci nas na krótko, i w wielu przypadkach, jest niezwykle kaloryczny. Ile razy po bułeczce zjedzonej na śniadanie robiłyście się głodne za godzinę? Ja bardzo często.


Naszym największym wrogiem jest pszenny chleb tostowy. Tostowe pieczywo jest pełne konserwantów, chemii i spulchniaczy - w końcu jego data ważności nierzadko przekracza miesiąc - a to za sprawą emulgatorów (szczególnie 5-285) które działają antypleśniowo i spulchniająco. Wiele chlebów dostępnych do kupienia w supermarketach zawierają utleniacze - które odpowiadają za biały kolor, bądź odwrotnie - swój ciemny kolor zawdzięczają karmelowi (!).
Krótko mówiąc: białe pieczywo zapycha, rozpycha, powoduje wzdęcia i nie robi nic dobrego dla naszego organizmu.

Pieczywo żytnie (razowe).
Takie pieczywo powstaje z mąki żytniej, głównie do jego produkcji używany jest zakwas - czyli drożdże i bakterie kwasu mlekowego. Co to daje? Ano to, że taki chleb ma lekko kwaskowaty smak i wolniej czerstwieje, nie będąc tym samym "sztucznie podtrzymywany" przez konserwanty czy inną chemię używaną w pieczywie pszennym. Proces tworzenia takiego chleba trwa też dłużej, jest bardziej skomplikowany - ale nie jestem piekarzem, więc za wiele wam w tej materii nie powiem.


Takie pieczywo, przede wszystkim, zawiera dużo błonnika. Jedna kromka chleba razowego to około 5 gram błonnika, czyli 1/4 dziennej dawki! W ten sposób przyspieszamy pracę swoich jelit. Węglowodany, czyli cukry, zawarte w razowcu podnoszą poziom glukozy we krwi - co z kolei sprawia, że nie chce nam się jeść słodkiego (sprawdzone!). Poza tym zawiera dużo witaminy z grupy B i magnezu. W porównaniu do pieczywa pszennego, pieczywo razowe jest naprawdę o wiele zdrowsze.
Warto wspomnieć jednak, że chleb razowy jedzony w nadmiarze może nam utrudnić trawienie, więc nie należy z nim przesadzać.

Niestety, my z Ewą mieszkamy teraz w UK, a tutaj z chlebem razowym jest bardzo ciężko. Ciemne chleby najczęściej koło razowego nawet nie stały, tylko ładnie go imitują na półce, pięknie pachną, ale wiele nie dają. Dlatego my zajadamy się pumperniklem, bądź wysyłamy sobie chleby z Polski. Moim ulubionym (nie tak zdrowym jak ten prosto z piekarni, wiadomo..) jest chleb Fitness z Schulstadu! Ale często też wspomagamy się Vasą.. No niestety, jak się nie ma co się lubi..


Pamiętajcie jednak, że to że zastąpicie chleb pszenny żytnim nie sprawi, że magicznie schudniecie. Wszystko co spożywamy w nadmiernych ilościach może tuczyć. Warto zrezygnować z białego chleba nawet na chwilę, wykluczyć go ze swojej diety i zobaczyć jak reaguje nasz organizm.
Jakie są Wasze doświadczenia z chlebem podczas diety?
Dajcie znać jak Wam idzie!

PS. Do akcji dołączyły się kolejne dziewczyny, a także pierwszy mężczyzna!

31. Paulahttp://polka90-codziennie.blogspot.co.uk/
32. animowy_ http://meskakosmetyczka.blogspot.co.uk/
33. maolamiahttp://maolamia.blogspot.co.uk/
34. Annahttp://anna-kosmetykoholiczka.blogspot.co.uk/
35. Zyskowahttp://my-red-hair.blogspot.co.uk/
36. ancyk http://bazarekkosmetyczny.blogspot.co.uk/
37. Hikkihttp://comeherehikki.blogspot.co.uk/

Buziaki
K

środa, 22 sierpnia 2012

Różowy flaming!

Cześć dziewczyny!

Dzisiejsza notka będzie opowiadać o lakierze do paznokci. Niestety jego przypadek przyprawił mnie o ból głowy i o godziny rozmyślań. Zdaję sobie sprawę, że na blogach jest mnóstwo dziewczyn, których kolekcja lakierów przekracza trzydzieści, czterdzieści czy nawet osiemdziesiąt sztuk. No cóż, nie pogardziłabym. Nie ma się co oszukiwać - kto by nie chciał. Zawsze jednak wydawało mi się, że mnie tak dużo nie jest potrzebne, że w swoich zakupach i wyborach jestem rozsądna blababla. Jakież było moje zdziwienie kiedy porządkując kosmetyki znalazłam dziesięć lakierów (!), które kupiłam, odłożyłam i nigdy nie miałam na paznokciach.. Dla niektórych to może nie tak dużo - dla mnie jest to przerażająca liczba, bo gdzieś chyba zatraciłam się w całej swojej lakierowej manii.. Z mocnym postanowieniem poprawy wrzuciłam jeden z tych odcieni na paznokcie i.. zakochałam się! :)

BarryM, 305, Pink Flamingo


Kolor w rzeczywistości jest o wiele intensywniejszy niż na zdjęciach, ale ciężko mi było go uchwycić. Piękny, nasycony, może trochę neonowy róż. Trzyma się bez zarzutu 4 dni, po którym zazwyczaj zmieniam kolor - a wydaje mi się, że trzymałby się i dłużej. Lakiery Barry M są naprawdę fajnej jakości, pędzelek łatwy w obsłudze, na paznokciach mam jedną (!) warstwę. Nie wiem jak schnie, bo zawsze używam topa z Seche Vite.



Jak Wam się podoba?
Lubicie takie nasycone kolory na paznokciach?

Chciałybyśmy Was przeprosić za naszą niespodziewaną przerwę, ale ja wróciłam do Walii i nadrabiamy z Ewą trzymiesięczne zaległości.. :) Zdążyłam też od soboty przeprowadzić się do innego pokoju, pomalować go i jako-tako się urządzić.

Jeśli chodzi o naszą akcje Chudniemy do grudnia - to jak najbardziej się jej trzymamy. Wczoraj poczyniłyśmy pierwszy trening z  Ewą Chodakowską - i było CIĘŻKO, ale za to dziś biegniemy na basen i może na rolki wieczorem. Cały tydzień udokumentujemy w weekendowej notce :)

Buziaki
K

piątek, 17 sierpnia 2012

Nowy zastępca Tangle Teezer znaleziony!

Witam Was dziewczyny w ten piękny piątkowy poranek!

Od X lat w moim domu w Polsce mieszka szczotka z włosia dzika (ulubiona szczotka taty). Zawsze zastanawiałam się nad jej fenomenem, włosy rozczesywała szybciorem wygładzając i nadawając im blasku - Szczotka, tak wiem dziwne ,ale to prawda!

W końcu! w końcu udało mi się znaleźć szczotkę idealną. Mój Tangle Teezer ma już ponad rok i niestety stracił swoje 'magiczne' ,że tak powiem właściwości. Moja ostatnia wizyta w Bootsie zaowocowała nowym przyjacielem.

Szczotka KENT model NS01


Szczotka jest wykonana z włosia naturalnego jak i syntetycznego. Rozczesuje włosy w błyskawicznym tempie! W działaniu jest bardzo podoba do 'tatowej' szczotki  z dzika. Wygląda bardzo solidnie i nie jest ciężka, a używanie jej to sama przyjemność. Na dodatek jest rekomendowana przez królową (ale to chyba bujda).



Szczotka kosztowała ok 9 funtów. Tangle Teezer kosztuje 10-12f i niestety nie jest zbyt trwały (przynajmniej przy moich włosach). Z tego cacka jestem mega zadowolona i polecam każdej z Was!




Buziaczki i miłego weekendu!:*
Ewa

środa, 15 sierpnia 2012

Akcja Chudniemy do grudnia - rozpoczęta!


Dziewczyny!
Z wielką przyjemnością chciałam poinformować, że do blogowej akcji chudnięciowej ;P zgłosiło się Was aż trzydzieści! Nie spodziewałyśmy się w ogóle takiej liczby - ale to naprawdę super.
Przeczytałyśmy wszystkie zgłoszenia i naprawdę dziewczyny - podchodzicie do całej akcji super - bardzo rozsądnie, bez restrykcyjnych i niezdrowych diet, a raczej skupiacie się na prawidłowym odżywianiu i poprawianiu swojego samopoczucia. Mamy nadzieję że nasze większe i małe cele będzie nam prościej osiągnąć razem, wzajemnie się motywując.

Lista dziewczyn, które się zgłosiły - kto się wystraszył i nie zgłosił niech podgląda, bo niektóre z nich już piszą jak im idzie :)

1. Cherie Currie http://wildxgirl.blogspot.com
2. zzaza http://zzaza.blogspot.com
3. Kamyczek http://kamykowyswiat.blogspot.com/
4. RainyOne http://przypominajkakosmetykowa.blogspot.com
5. ThisJuss http://kupujzjusia.blogspot.com
6. Asia http://moj-lifestyle.blogspot.com
7. grimagee http://grimagee.blogspot.com/
8. Malgoska Malgosienka http://bebeautifulbeyourself.blogspot.co.at/
9. Nieprofesjonalna http://nieprofesjonalnieokosmetykach.blogspot.co.uk/
10. naturalna http://naturalna-pink-glasses.blogspot.com/
11. tosiaczek666 http://tosiakowo.pl
12. Rincewind99 http://rincewind99.blogspot.com/
13. mala0727 http://mala0727.blogspot.com/
14. ziuz http://szkatulka-ziuzia21.blogspot.com/
15. theagnes87 http://theagnes87.blogspot.com
16. planet_hell [Planet Hell] http://xplanethell.blogspot.com
17. Secret http://secret-zdrowieiuroda.blogspot.com
18. Redsun http://biglovefashion.blogspot.com
19. natek.- brak bloga
20. moca http://moca-ma-koka.blogspot.com/
21. Nikii:D http://nikorek.blogspot.com
22. helloyellow. http://halloyellow.blogspot.com
23. Iv http://oazawlosow.blogspot.com/
24. madamegreen http://madamegreen-testerka.blogspot.com/
25. lessfatgetskinny http://lessfatgetskinny.blog.interia.pl/
26. Sajjidaa http://sajjidaa.blogspot.com
27. ayeczka - brak bloga
28. kruszynkakasia http://kruszynkakasiaopinie.blogspot.com
29. Julka http://julkasplace.blogspot.com
30. Braid http://addictionfromhair.blogspot.com

My trzymamy za Was wszystkie mocno mocno mocno kciuki i zaczynamy nasz grudniowy plan!
Oczekujcie u nas cotygodniowych notek z naszym progresem i poradami :)

Buziaki
K i E

wtorek, 14 sierpnia 2012

Idealne baleriny odnalezione!

Cześć wszystkim!

Przede wszystkim chciałam przeprosić Was za moją ostatnią nieobecność blogową, ale już w piątek wracam do Ewy, do Walii i mam mnóstwo spraw na głowie przed wyjazdem. Ostatnie zakupy, latanie po lekarzach, wysyłanie paczek - no kosmos! W każdym razie chciałam Wam pokazać moje upolowane dziś baleriny! Szukałam idealnych butów do "ciekania" (jak to mówi moja mama) przez całe wakacje! Nie chciałam  balerinek z zaokrąglonym czubkiem, bo w takich zazwyczaj widać mi palce, a za tym nie przepadam. Nie chciałam też zwykłych materiałowych, bo starłabym je w dwa tygodnie - niestety nie dość, że wszystkie buty mnie obcierają to ja jeszcze nie umiem w nich chodzić i je niszczę. Dlatego też nie kupuję drogich okazów - bo najzwyczajniej w świecie szkoda mi pieniędzy..

Za to dziś w H&M upolowałam za 49 złotych baleriny z lekkim czubek i wycięte "w trójkąt". Podobają mi się okrutnie, takie buty do wszystkiego pasują i prezentują się dobrze w każdym zestawie. No i są z imitacji zamszu, a to już w ogóle dodaje im troche faszyn cziku.





Jak Wam się podobają?
Już jutro notka podsumowująca Wasze zgłoszeniana do akcji Chudniemy do grudnia i rozpoczęcie diety. Będzie ciężko!

Buziaki
K

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Z serii: Chudniemy do grudnia: Jak zahamować nadmierny apetyt i uniknąć podjadania między posiłkami?

Dzisiaj pierwsza notka  nawiązująca do akcji chudniemy do grudnia (klik). Jeżeli jeszcze nie dołączyłyście a macie ochotę serdecznie zapraszamy!

Tytuł mówi sam za siebie: Jak powstrzymać apetyt. Uczucie głodu towarzyszy mi często przy dietach.. Niestety, bez względu na to czy dostarczam organizmowi odpowiednią ilość kalorii. No po prostu czasem jestem głodomorem i zwyczajnie w świecie mam ochotę przegryźć coś niezdrowego, że aż mnie w żołądku ‘ssie’. Wtedy marzę o pizzy czy innym śmieciu. Przedstawię kilka wskazówek, które mam nadzieje pomogą mnie i wam, zahamować nadmierny apetyt.

1Pijemy. Dziewczyny pamiętajmy o piciu minimum 1,5 litra wody dziennie! Woda oczyszcza organizm z toksyn. Generalnie nie znoszę pić wody, ale od 2 tygodni piję 2 litry dziennie (wow!) dzięki czemu zauważyłam, że jem mniej. Oprócz tego zielona herbata okazuje się zbawienna. Jaki jest sekret zielonej herbaty? Zawiera ona bardzo dużo antyoksydantów. Po drugie picie zielonej herbaty przyspiesza metabolizm co jest ważne, gdy chcemy walczyć z kilogramami. Ponadto polifenole zawarte w zielonej herbacie pomagają zneutralizować wolne rodniki, co może grać znaczną rolę w zwalczaniu komórek rakowych. Badania wykazały, że zielona herbata może obniżyć całkowicie poziom cholesterolu. Także zielona herbata = samo zdrowie. Ja osobiście uwielbiam zieloną herbatę, i pije ją w różnych wariacjach smakowych: zwykła, z cytryną, grejpfrutem itp. Jeśli łapie was mały głód sięgnijcie po wodę lub herbatkę!

2. Białko. Do swojej diety powinniśmy wprowadzić białko. Przyjmowanie niewielkich ilości białka podczas każdego posiłku pomaga kontrolować wahania poziomu cukru we krwi i napady głodu. Produkty w których znajdziemy duże ilości białka to np. jajka, sery białe, jogurty, kurczak czy indyk. Zamiast wybierać żywność o wysokiej zawartości węglowodanów, wybierzmy produkty bogate w białko. Niech stanie się to naszym nawykiem nawykiem. Czyli: zamiast kanapki z pszennego chleba jemy serek wiejski.

3. Zastanówmy się czy naprawdę jesteśmy głodni.  Ja np. czasem mam ochotę zjeść coś z nudów lub stresu.. Kiedy następnym razem będziemy sięgać po przekąskę, pomyślmy i oceńmy swój poziom głodu. Może jednak nie jest nam to jedzonko potrzebne w danym momencie.

4. Ruch. Tutaj wskazówka sprawdzona z mojego doświadczenia. Jeżeli nachodzi mnie ochota na podjadanie, zabieram się za ćwiczenia. POMAGA! Ostatnio obiecałam sobie, że pójdę na siłownie po pracy. Byłam głodna, ale wiedziałam, że jak zjem i pójdę na bieżnię to zwrócę wszystko po 3 minutach. Powiedziałam sobie 40 min to nie długo, wytrzymasz, a później zjesz obiad. Wychodząc z siłowni całkiem zapomniałam, że chciało mi się  jeść. Wróciłam do domu, spokojnie zrobiłam obiad i zjadłam delektując się smakiem.

5. Guma do żucia. Do tego podchodzę sceptycznie, bo szczerze mówiąc na mnie to nie działa, wręcz odwrotnie! Po chwili robie się głodna jak wilk. Wiem, że innym guma pomaga w nadmiernym podjadaniu, niestety nie mnie.

6. Planowanie posiłków. Ostatnie i najważniejsze (a czasem najtrudniejsze). Pamiętajmy aby zaplanować sobie 3 posiłki i 2 przekąski w ciągu dnia. Czyli małe ale bogate w składniki odżywcze posiłki. Jedzmy w krótkim odstępie czasowym (np. co 3 godziny). Dzięki temu unikniemy wahania poziomu cukru we krwi, które może doprowadzić do nagłego napadu głodu. W moim przypadku jest bardzo trudno, ponieważ praca mi nie pozwala na regularne posiłki :C

Pamiętajmy o odchudzaniu z głową! Nie wybierajmy restrykcyjnych diet! Wystarczy zamienić niektóre produkty na te zdrowsze. Wprowadźmy pieczywo pełnoziarniste, zamiast masłem smarujmy kanapki serkiem białym. Smażenie zastąpmy (lub zredukujmy)  pieczeniem , ryż (i makaron) biały zmieńmy na ciemny. Mam w planach pokazanie zdrowszych i mniej kalorycznych wersji tradycyjnych potraw takich jak spaghetti, krokiety czy nawet gołąbki. Więc zapraszam :)



To tyle na dziś, jeśli macie jakieś wskazówki które pominęłam to piszcie koniecznie w komentarzach. Buziaczki robaczki:*

Ewa 

piątek, 10 sierpnia 2012

Nowy dom dla moich pędzli :)

Witajcie dziewczyny!

Ostatnio czekając na autobus zajrzałam do sklepu, który mieści się centralnie na stacji. Sklep z dosłownie wszystkim: ubrania, kosmetyki, akcesoria do domu, jak i ogrodnicze. Z nudów przeszperałam wszystkie regały i oto co znalazłam:


Malutkie metalowe wiadereczko w kolorze pastelowego fioletu. Czyż nie jest śliczne? Na dodatek kosztowało tylko 99p. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie bomba!


Już długo szukałam pudełek,organizerów, doniczek dosłownie wszystkiego co by mogło się nadać na pojemnik na pędzle. W końcu małe wiaderko spełniło tę rolę!

Jak Wam się podoba? I w jaki sposób przechowujecie pędzle, szczelnie zamknięte czy, tak jak ja w jakimś pojemniku?

E

czwartek, 9 sierpnia 2012

Paczka z Polski

Cześć Wszystkim!

Dzisiaj przyszła do mnie długo oczekiwana paczka z Polski! A co w niej? Same skarby :) Będąc w czerwcu w Polsce zaopatrzyłam się w kosmetyki, (niedostępne w UK) które powinny mi wystarczyć do grudnia, ponieważ wtedy następna wizyta w ojczyźnie. Niestety miałam ze sobą tylko bagaż podręczny więc nie było opcji zabrania wszystkiego od razu za sobą. W końcu po 2 miesiącach dotarły do mnie moje łupy.

Zobaczcie co mnie tak ucieszyło



Oprócz tego nie obyło się bez słodyczy (chociaż mówiłam, że dietka obowiązuje) no ale co, mamie  odmówić? Ponad kilogram krówek to mnóstwo krówek, uwierzcie :)) Oprócz tego chlebek ciemny, sery, kiełbaski, szyneczki i inne pyszne i tłuste rzeczy, które na razie lądują w zamrażarce i będą czekać na swoją kolej.


Używacie któregoś z tych produktów? Może są tu Wasi ulubieńcy, lub co gorsze buble?

E

wtorek, 7 sierpnia 2012

Ombre - włosowa aktualizacja.

Cześć dziewczyny!

Ostatnio pokazywałam Wam produkty, których używam do pielęgnacji swoich włosów (klik), a nie pokazałam Wam jak na dzień dzisiejszy te moje kudełki wyglądają.

Jako że nadal najczęściej wyszukiwanym przez czytelników naszego bloga jest temat ombre i farbowania pomyślałam sobie, że przydałaby się jakaś włosowa aktualizacja. Nasz pierwszy post na blogu dotyczył właśnie robienia ombre samemu w domu. Parę miesięcy później Ewa "chwaliła się" swoimi włosami, które po traumatycznej wizycie u fryzjera zostały mocno skrócone i pofarbowane na zbliżony do naturalnego kolor (klik). Ja jednak od kwietnia zostałam przy ombre, rozjaśniając je od czasu do czasu sprejem od Johna Friedy i farbując odrosty (naturalnie jestem blondynką i to dodatkowo ciemną :P). Lubię ten efekt rozjaśnionych końcówek - na lato bardzo mi on odpowiada - aczkolwiek jak wiąże koczek na czubku głowy to wyglądam jakbym go doczepiała ze sztucznych włosów ;)


Zdjęcie nie ukazuje może moich włosów w ich najlepszym świetle - wygniecione po nocnym kucyku i jakieś takie nieogarnięte - naturalnie mam włosy proste jak drut. Chodziło mi jednak o złapanie koloru, który na zdjęciach z kwietnia był mocno przekłamany. No i przepraszam za zasłonięcie pychola, ale nie chcę Was straszyć!

Jak widać włosy na końcach są prawie białe, ale przejścia między kolorami są płynne więc nie odznaczają się tak bardzo. Od kwietnia jeszcze mi się nie znudził ten efekt i na razie nie planuję nic zmieniać. Może na zimę?

A Wam jak się widzi ombre? Jesteście raczej za czy może przeciw?

Buzi
K

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Akcja: chudniemy do grudnia!

Cześć dziewczyny!

Jeśli czytałyście wczorajszy wpis to wiecie, że Ewa ma ambitny plan zrzucenia brzucha + dodatkowych kilogramów do końca roku. Ja sama mam plan zdrowszego odżywiania i zgubienia paru zbędnych kg. Jako że dzięki Wam i dzięki blogowi wszystko idzie nam sprawniej i jesteśmy bardziej zmobilizowane miałyśmy plan co tydzień robić podsumowanie naszej diety, ćwiczeń czy czegokolwiek co sobie zaplanowałyśmy. Postanowiłyśmy jednak pójść o krok dalej i zorganizować akcje pt. "Chudniemy do grudnia".
Wiemy dobrze jak prosto jest rzucić dietę w cholerę i oddać się słodkiemu lenistwu - jeśli jednak będziemy mobilizować się nawzajem może wszystkim nam będzie lepiej szło! Jeśli same macie za mało silnej woli zapraszamy do akcji.


O co chodzi?

Jeśli źle czujecie się w swoim ciele to najwyższy czas wziąć się w garść i zacząć coś z tym robić. Absolutnie nie chcemy nikomu narzucać żadnych diet czy zbiorowo się odchudzać na pięciu ustalonych składnikach - każda z nas ma inne ciało i potrzeby i same wiemy co jest dla nas najlepsze. My chcemy po prostu zacząć obserwować nasz organizm, zdrowiej jeść i się ruszać! Nie chodzi o żaden rygor czy ściśle ustalone zasady - każda z nas wyznacza sobie indywidualny cel - to może być 10kg w miesiąc, -3cm w talii czy poprawa kondycji do grudnia (czy listopada, października, ile wytrzymacie. Każdy dzień się liczy!). Chodzi o to, żebyśmy wzajemnie się motywowały dążąc do naszych mniejszych czy większych celi.

Oprócz zgłoszenia swoich chęci przez wypełnienie formularza nie ma żadnych warunków. Jednak byłoby super gdybyście umieściły notkę na blogu, że bierzecie udział w akcji - w ten sposób dotrze ona do większej ilości osób, a jak wiadomo w kupie siła :)
Dodatkowo - jeśli chcecie - możecie co tydzień umieszczać "samomotywujące" notki o tym ile zjadłyście/ile ćwiczyłyście/jak Wam poszło - nie po to żeby rozliczać się z każdego batonika czy przegapionych ćwiczeń, tylko po to żeby samemu szczerze stwierdzić, czy ruszacie się do przodu. My, jako organizatorki, co miesiąc będziemy pisać podsumowanie akcji - jak komu poszło, kto daje radę, a kto nie - może ta mała "rywalizacja" nas zmobilizuje! Jeśli znajdą się zainteresowane na górze bloga powstanie zakładka akcji i tam, jeśli wyślecie nam link, będziemy umieszczać Wasze cotygodniowe posty. W ten sposób każda z nas będzie mogła podpatrzeć co kto robi, jakich używa do tego tricków itd. To jeszcze nieoficjalne ale: dla najaktywniejszych uczestniczek przewidujemy niespodzianki!

Zapisy trwają do 14go sierpnia. Dajemy sobie te 9 dni na ustalenie co chcemy zrzucić, jak chcemy jeść, ćwiczyć - cokolwiek. Od 15go sierpnia bierzemy się ostro za siebie!


Jeśli jesteście zainteresowane - formularz na dole czeka.


Mamy nadzieję, że nie jesteśmy odosobnione w braku motywacji i że taki typ akcji Was zainteresuje. Może dzięki niej wszystkie schudniemy do grudnia :)

Buziaki!
E i K

niedziela, 5 sierpnia 2012

Nowy miesiąc - nowe postanowienie: brzuch ma zniknąć!

Dzień doberek!

Dzisiaj niedziela i ostatni dzień obijania się, potem praca.. i tak aż do piątku :C No ale nie o tym dzisiejsza notka. Sierpień i nowe (kolejne) postanowienie: biorę się w garść i w końcu trzeba zacząć zrzucać zbędne kilogramy, których jest wiele, wiele za dużo. Mam nadzieję, iż sam fakt że piszę o tym na blogu w jakiś tam sposób mnie zmotywuje. Przytoczę Wam krótką historię...

Kiedyś powiedziałam lubemu "Załóżmy się o coś" - OK. I mój głupi i nierealny pomysł: Jeżeli kupisz mi karnet na siłownie ja schudnę 15 kilo do twoich urodzin. A jak mi się nie uda dojść do celu? Funduję weekend w Cardiff.. Ekhmm.. Więc tak, urodziny lubego były w miniony tydzień, a ja schudłam może 1kg!! Tragedia. Dał mi jeszcze jedną szansę, że tak powiem. I zaproponowałam: do września zniknie mój ogromny brzuchol (albo chociaż zrobi się mniejszy). I to nie jest tak, że on uważa mnie za grubasa, wręcz przeciwnie kocha mnie bardzo mocno nie ważne ile ważę czy ile mam centymetrów w talii, której w sumie nie mam. To ja zmusiłam go do tego zakładu, bo myślę, że druga połówka to dobra motywacja. Oczywiście robię to dla siebie i dla własnego zdrowia! No i tak, od dziś mam zamiar sobie robić trening na stepperze, z którym wiąże się kolejna historia.


Mianowicie, jakiś rok temu kupiłam w second handzie stepper za 99p! (Niecały funt za taką maszynę). Szczęście nie trwało długo ponieważ po kilku miesiącach stepper się popsuł i nic nie dało się z nim zrobić. No ale co tam, musiałam spróbować i wróciłam do sklepu z zepsutym steperem, zrobiłam smutne oczka i zapytałam czy mogą mi to naprawić bo kupiłam miesiąc temu i generalnie jest kicha bo steper się popsuł. Przemiły pan sprzedawca (okazało się, że to właściciel sklepu) mi powiedział, że oni nie naprawiają takich sprzętów (tylko komputery/telewizory) i nic nie może z tym zrobić. No to pięknie myślę sobie, a ten stepper to była fajna rzecz! Co mnie zdziwiło, Pan sprzedawca poprosił o moje imię i nazwisko, po czym powiedział, że jak będą mieli jakiś steper to od razu będzie należał do mnie! SUPER. No i ucieszona codziennie chodziłam do tego sklepu czyhając na steper i co? Nic.. przez kolejne miesiące - też nic. Aż w końcu wczoraj zaglądnęłam tam z ciekawości i co? Leży steper a na min karteczka Reserved z moim imieniem i nazwiskiem! Hurrraaa! Ucieszona podeszłam, naoglądałam się i Pan sprzedawca mówi: to dla ciebie, mam nadzieję, że się będzie lepiej sprawował niż poprzedni! I nie musiałam za niego płacić ani grosza! Cieszę się jak dziecko. Pomimo ,że to był second hand steper był nowiuśki jeszcze z instrukcją. Był nowszy i solidniejszy od poprzedniego, z licznikiem czasu kalorii i innymi bajerami. Więc widzicie, myślę, że to był znak i na prawdę trzeba się za siebie wziąć. Mam sprzęt i motywacje, czego chcieć więcej?

Dziewczyny trzymajcie kciuki, żebym powolutku powolutku dążyła do celu! Siłownia, stepper, lekka dietka. A wy, planujecie jakąś dietkę lub ćwiczenia? A może już osiągnęłyście swój cel? Piszcie w komentarzach jakieś wskazówki! Może któraś z Was się przyłączy i zrobimy challenge np: schudnąć 10 kilo do grudnia?

Pozdrawiam cieplutko i lecę na minimum 30min na stepper!
Ewka

sobota, 4 sierpnia 2012

Znowu niebieski?

Cześć!

Jak wiecie, jeśli śledzicie naszego bloga, mam bzika na punkcie niebieskich lakierów od dłuższego czasu. O ile zieleni na paznokciach nie znoszę - nie wiem dlaczego, jakoś źle mi się kojarzy - tak niebieskiego mogłabym nosić wszystkie odcienie. Dodatkowo od wczoraj maluję rower (a raczej patrze jak robi to mój mężczyzna) na Lazurowy Błękit - chcecie notkę "Pimp my bike"? :) i zorientowałam się, że podobnego koloru nie mam jeszcze w swojej kolekcji więc chyba czas na zakupy..
Dziś przedstawiam Wam mój jedyny (ale chyba nie ostatni) lakier z Top Shopu, który kupiłam podczas wizyty w Londynie i był to mój jedyny kosmetyczny zakup. Jak na jedyny lakier z Top Shopu w mojej kolekcji jest to głupi odcień - bo sklep ma niesamowitą gamę pięęknych lakierów (tutaj do przeglądnięcia).

Top Shop Nail Polish: Celestial


Lakier, jak widać jest niebieski. Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia, które w pełni oddałoby jego kolor - w rzeczywistości jest ciemniejszy, mniej "oczojebny", a bardziej gołębi - bardzo ładny odcień. Rozprowadza się całkiem dobrze, pędzelek jest wąski przez co trudno zrobić sobie krzywdę. Na zdjęciu dwie warstwy - ale przydałaby się trzecia, co ja z lenistwa olałam - niestety widać prześwity, nawet na zdjęciach. Schnie przyzwoicie, nie bąbelkuje się, nie smuży. Urzekła mnie jego buteleczka, jest super urocza.. Kosztuje 5 funtów, więc nie najtaniej - wydaje mi się, że za niższą cenę można znaleźć milion identycznych odcieni w tańszych markach. Ogólnie jestem zadowolona, stoi na półeczce i umila mi dni, wśród reszty niebieskich lakierów ;)



Jak Wam się podoba?
Nosicie takie smerfastyczne kolory na pazurach?

Inne

Buziaki
K

piątek, 3 sierpnia 2012

Ulubieńcy lipca 2012! - Ewa

Hejka, hejka!

Dziś przychodzę do Was z ulubieńcami lipca. Dużo tego nie ma, ale również nie mam czasu na używanie wszystkich kosmetyków ponieważ codziennie biegnę szybko do pracy i jakoś tak się składa, że wolę dłużej pospać niż się upiększać. Pokażę Wam produkty, które mi towarzyszyły przez ubiegły miesiąc.


Kolorówka:

* Paleta Sleek Ultra Mats V2. Bardzo fajna paleta, chyba moja ulubiona z wszystkich sleekowskich!
* Baza NARS z filtrem. Uwielbiam, nie jest to standardowa baza silikonowa, to bardziej coś w rodzaju lekkiego kremu.  Po aplikacji, podkład/puder gładko się rozprowadza, nie zostawia plam i utrwala makijaż.
* L'oreal Nude Magique BB cream w odcieniu medium. Więcej na jego temat znajdziecie TU. fajnie się sprawdza na co dzień.
* Róż Clinique (próbka, dostałam przy zakupie podkładu) Iced Lotus. Nigdy nie byłam przekonana do różowych róży, zawsze używałam brzoskwini i brązów, ale ten jest w zimnej tonacji i nie rozstaje się z nim ostatnio!
* Pomadka matowa INGLOT nr 404. Kolor: nude. Może przesuszać i podkreślać skórki, ale ja nie mam z tym problemu. Lubie ją za kolor i trwałość.

Kilka fotek:



 

Pielęgnacja:

Krem Siarkowa Moc firmy Barwa. Ten krem poleciła mi Kasia i odkąd go kupiłam, codziennie rano Siarkowa Moc dotrzymuje mi towarzystwa. Nakładam go przed bazą (z resztą, równie dobrze można go używać jako bazę). Świetnie matuje, czasem nawet daruję sobie puder. Polecam gorąco jeśli macie cerę tłustą czy mieszaną. Jest dostępny w każdym Rossmanie za ok. 15zł.
* Olejek arganowy 100% organiczny, zimnotłoczony. Naczytałam i naoglądałam się achów i ochów na temat olejku i sama musiałam go wypróbować. Nakładam niewielką ilość przed snem i rano cera jest wypoczęta, a zaczerwienienia zredukowane. WOW. Jeszcze dam mu więcej czasu i napiszę recenzję!
* Collin, kolagenowy żel regenerujący. Jest to jeden z produktów lipcowego glossyboxa (klik). Produkt można stosować jako maskę na 15 min, lub maskę na noc. Dziewczyny rewelacja! Twarz jest mega nawilżona. Niestety cena pełnowymiarowego produktu odstrasza około 48f....



 Inne:
* Yves Rocher woda kolońska The Vert. Bardzo odświeżający zapach, idealny na upalne dni. Pomijając fakt, że tutaj lata NIE MA. Tak czy inaczej, zapach towarzyszy mi cały dzień (noszę go zawsze w torebce) i nie wiem czemu, ale poprawia mi samopoczucie:)
Batiste - Suchy szampon  XXL Volume. Sprawdza się w leniwe dni, kiedy pogoda nie dopisuje a mnie się płakać chce, że o 8 rano muszę uciekać do pracy na cały dzień :( Jak będziecie miały okazję być w UK albo po prostu będziecie mieć jakiś dostęp do tych szamponów, nie wahajcie się i bierzcie!
* Opaska, kupiona za jakieś grosze, nawet nie wiem gdzie. Urocza w jaskółeczki. Na gumce, o dziwo nie spada z włosów! To ostatnio mój znak rozpoznawczy:)




Używałyście któregoś z produktów? A jacy są Wasi ulubieńcy?


Buziaki, Ewa

czwartek, 2 sierpnia 2012

Eveline 8w1, odżywka do paznokci - efekty!

Odżywkę Eveline 8w1 znają już chyba wszyscy a moja paznokciowa historia zakończyła się happy endem, więc postanowiłam ją tu wrzucić.

Mam OGROMNE opory przed pokazaniem moich paznokci sprzed kuracji - zdaję sobie jednak sprawę, że takie zdjęcia unaoczniają efekt i sprawiają, że jest bardziej spektakularny :D  Więc.....


No cóż, moje paznokcie były w bardzo bardzo bardzo kiepskim stanie od zawsze. Moim największym problemem było obgryzanie od kiedy pamiętam, w sytuacjach stresowych, z nudów, obojętne - nie mogłam przestać. Nie pomagały mi gorzkie lakiery, które mama przynosiła mi z apteki jak jeszcze byłam w podstawówce, ani malowanie tych kikutów lakierami kolorowymi. Kiedy już decydowałam się zapuścić te biedulki - łamały się przy każdym możliwym uderzeniu, rozdwajały się i wyglądały okropnie. Wtedy stwierdzałam, że taka moja uroda i już nic mi nie pomoże więc obgryzałam z powrotem. Rok temu Ewa zrobiła mi tipsy (na kolanie u siebie w pokoju, a trzymały się 3 tygodnie) i zorientowałam się jak długie paznokcie potrafią zmienić kształt ręki i nadać kobiecości. Postanowiłam wziąć się za siebie i razem z Ewą dwa miesiące temu rozpoczęłyśmy kurację.

Jak stosuję odżywkę?

Kierując się wskazówkami producenta robiłam 4dniowe kuracje - czyli dokładałam codziennie jedną warstwę odżywki, nie malowałam paznokci kolorowymi lakierami, zmywałam po 4 dniach i powtarzałam proces. Udało mi się to zrobić aż.... 3 razy :D I już po tych 12 dniach moje paznokcie wyglądały lepiej więc zaczęłam odżywki stosować jedynie jako bazę pod lakiery. I tak stosuję ją do dziś, a moje paznokcie po dwóch miesiącach wyglądają tak:



Za to odżywki zostało tyle: połowa!


Dla porównania na pierwszym zdjęciu pierwszy manicure na tym blogu już w trakcie kuracji Eveline - nie wiem jakim cudem nie było mi wstyd pokazywać takich paznokci. Na drugim zdjęciu najdłuższe paznokcie jakie miałam w życiu! Przed wyjazdem nad morze spiłowałam je za bardzo - ale tak to jest jak człowiek nie umie się posługiwać pilniczkiem..



Co mogę powiedzieć o moich paznokciach po tych dwóch miesiącach?

Na plus!
+ Przede wszystkim stały się ultramocne i twarde - kiedyś, kiedy moje pazury były cienkie jak papier, otwieranie puszki coli sprawiało, że od razu się łamały a teraz ja mogę nimi złamać puszkę :D Przez te dwa miesiące regularnie je piłowałam i złamał mi się tylko jeden - i to właśnie przez złe spiłowanie.
+ Nie rozdwajają się tak jak kiedyś, bo nadal czasem coś mi odpryśnie, niestety..
+ Płytka stała się jaśniejsza - nie widać tego może na zdjęciu z 0 dnia kuracji, bo jest z fleszem ale kolor paznokci był lekko żółtawy (wina różnych czynników)

Niestety żeby nie było tak kolorowo:
- Odżywka okropnie wysusza skórki wokół paznokci. Mam na myśli okropnie okropnie - czyli łuszczące się, bolące i piekące skórki, przez które można się było nacierpieć..
- Podczas tych 4 dniowych kuracji paznokcie bolały - i był to dość silny ból, jak po uderzeniu w coś twardego. Nie zauważyłam tego przy stosowaniu odżywki jako bazy.
- Mam wrażenie, że kiedy moje paznokcie są 'saute' przez parę dni - wracają do swojego poprzedniego stanu - czyli robią się miękkie..

Ogólnie, mimo minusów, jestem zachwycona i nie wyobrażam sobie już manicure'u bez tej odżywki. W kolejce czeka na mnie jeszcze wersja Diamentowa - i tu pytanie - jeśli używałyście obydwóch - którą polecacie?

A propos posta lecę właśnie wyczarować jakiś nowy mani! :)

Buziaki
K

środa, 1 sierpnia 2012

Makijaż Michaela Jacksona!

Cześć dziewczyny!

Kiedy w zeszły weekend wybierałam się na imprezę przebieraną pt. "Gwiazdy muzyki" od razu wiedziałam, że będę Michaelem Jacksonem (tylko dlatego, że kiedyś w lumpeksie kupiłam idealną na tą okazję kurtkę i czekałam dwa lata aż wreszcie będę mogła ją założyć). Na imprezie zdublowały się Violetty Villas ;) była Lady Gaga, John Lennon czy Freddy Mercury - no kosmos! W każdym razie chciałam wykonać makijaż żeby chociaż trochę przypominać króla popu i szukałam tutoriali na jutubie. I tak oto trafiłam na niesamowitą dziewczynę - naprawdę SZACUN, bo robi świetne rzeczy. Wiem że dużo z Was odpowiadało ostatnio na TAG ulubieńców na youtube więc polecam zajrzeć na jej profil.


Tutaj make-up Jacksona (którego w końcu i tak nie wykonałam bo na dworze było ZYLIARD stopni i wszystko spłynęłoby ze mnie po pięciu minutach);


I parę innych makijaży które sprawiły, że szczena mi opadła pod biurko:

Adriana Lima:


Scarlett Johansson:


Angelina Jolie (oczy + usta :O !!!):



Oprócz transformacji możecie obejrzeć jak np. pomalować się jak OBRAZ :D Czyli Mona Lisa na żywo.

Jestem w szoku, podziwiam takich ludzi, bo ja nie potrafię pomalować się żeby wyglądać jak człowiek, a co dopiero jak dzieło Da Vinci'ego ;)

Życzę przyjemnego oglądania, buziaki!
K