piątek, 27 kwietnia 2012

Paczuszka z Azji - czyli małe, ale cieszy :)

Cześć kochane!

Dzisiaj szybciutki post o tym, co dziś przyniósł mi listonosz i bardzo mnie tym faktem ucieszył, bo na przesyłkę czekałam od.. miesiąca! Niestety związana jest z nią miła-niemiła przygoda.

Ponad miesiąc temu złożyłam zamówienie na ebay'u na filtr przeciwsłoneczny The Face Shop. Kliknęłam, zapłaciłam i czekałam.. Dwa, trzy, pięć dni - w końcu napisałam do sprzedawcy, bo równocześnie zamawiałam inne produkty i potwierdzenie zapłaty otrzymałam od razu. Okazało się że sprzedawca wystawił coś, co w jego posiadaniu nawet nie było - miał "problem" z dostawą z hurtowni. Po paru mailach napisał, że jak najszybciej się z problemem upora i dołączy mi mały gratis do paczuszki. Więc właściwie wyszłam na plus - mimo że paczka szła do mnie miesiąc..

Więc w końcu mam: Filtr przeciwsłoneczny SPF 45PA+++ The Face Shop i dodatkowo Sleeping Pack z Etude House (Sleeping Mask).

przepraszam za zdjęcie, ale pogoda dziś nie dopisała i wyszło takie szaro-bure

No i teraz pytanie do Was, bo ja jestem kompletnie zielona? Używałyście, bądź słyszałyście coś o tej maseczce nawilżającej?


Poza tym zapraszam na nasze rozdanie tutaj - klik !






Buziaki!
Kasia

środa, 25 kwietnia 2012

Pierwsze rozdanie / ZAMKNIĘTE

Cześć kochane!

Jako że mieszkamy w UK postanowiłyśmy podzielić się z Wami kosmetykami, które w Polsce ciężko jest Wam dostać. Z tej okazji organizujemy dla Was pierwsze rozdanie z naszymi ulubieńcami!
A oto co można na co można się załapać:



  • mini wersja peelingu Clinique - 7 day scrub cream
  • rozświetlający balsam ze złotymi drobinkami firmy Superdrug - Shimmer Body Lotion with Vitamin E
  • herbatka z pokrzywy wzmacniająca włosy i przyspieszająca ich porost - Heath & Heather
  • matujące bibułki - Purederm (60 sztuk)
  • trzy maseczki firmy Montagne Jeunesse: Crushed Raspberry, Dark Chocolate & White Chocolate
  • maskara Soap & Glory - Thick & Fast: Super Volume
  • matowy błyszczyk NYX - soft matte lip cream w kolorze: Antwerp
  • srebrny lakier firmy Gosh: Silver 555
  • złoty lakier Barry M Instant Nail Effect: 320 Foil
  • olejek kokosowy Dabur Vatika
  • balsam w kostce Lush: Shimmy Shimmy



Zasady:
1. musisz być publicznym obserwatorem bloga i pod tą notką zostawić nick pod którym nas obserwujesz (1 los)

ale aby zwiększyć swoje szanse 

2. możesz wspomnieć o naszym rozdaniu w notce na swoim blogu (jeśli go masz) (2 los)
3. możesz dodać nas do blogrolla (3 los)
4. możesz umieścić poniższe zdjęcie na pasku bocznym z linkiem do naszego bloga: (4 los)



Jeśli spełnisz dodatkowe warunki poinformuj nas o tym w komentarzu żebyśmy tego nie przeoczyły.

Edit: 13/05

Do rozdania dodajemy mini żel pod prysznic z Yves Rocher :)




Rozdanie trwa od dziś (25.04) do 20.06.2012 !

Kosmetyki zabierzemy ze sobą z Walii i wyślemy Pocztą Polską!

Zapraszamy do zabawy!

Kasia i Ewa

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Bubelek - BB krem od Garniera

Witajcie kochane!

Dzisiaj recenzja kremu, który okazał się totalnym kitem i rozczarował nas kompletnie.
Mowa tu o

Garnier Skin Naturals, Miracle Skin Perfector - BB cream
 czyli jak skutecznie wyrzucić pieniądze w błoto..




Zanim jednak wylejemy swoje żale i zrównamy krem z ziemią krótko o tym co to w ogóle jest BB krem?

Kremy BB stworzone przez niemieckich dermatologów miały przede wszystkim leczyć skórę po zabiegach laserowych - a dopiero potem zostały podchwycone przez koreańskie kobiety (i całe szczęście, bo pewnie nigdy byśmy się o nich nie dowiedziały..). Kremy mają przede wszystkim pielęgnować cerę, nawilżać, napinać, zmiejszyć widoczność zmarszczek, ujednolicać koloryt i ukrywać niedoskonałości. Sprawdzają się na wszystkich rodzajach skóry i są na niej niewidoczne - taka ich idea: mają się wtopić, wniknąć w naszą skórę i ją leczyć. Znane są też z wysokiej ochrony przeciwsłonecznej, bo wiadomo, że to naszej skórze bardzo szkodzi.

A oto jak Garnier skutecznie stłamsił dobre imię BB kremów..

Obietnica producenta: BB Krem Beauty Balm Perfector oferuje każdej kobiecie pielęgnację nowej generacji, która jednym gestem odpowiada na 5 potrzeb skóry. Nawilża 24h, wyrównuje koloryt, koryguje niedoskonałości, rozświetla, ochrona UVA/UVB - SPF 15. Pielęgnacja nowej generacji, dostępna dla kobiet na całym świecie.

Nasza opinia:

Kolor: Zaczynamy od koloru, bo BB kremy właściwie powinny wtapiać się w naszą skórę, a nie ją "kolorować". My mamy jaśniejszy z dwóch (szaleństwo..) odcieni czyli ten do cery jasnej. W tubce ma on lekko różowy kolor i wygląda dosyć ciemno, jednak po nałożeniu na twarz rzeczywiście stapia się z nią. Ale co z tego skoro po około trzech godzinach zmienia swój kolor na pomarańczowy i wygląda jak BARDZO źle dobrany podkład? Minus!

Konsystencja: krem jest bardzo "tępy" i gęsty, trudno nałożyć go na twarz i jest po prostu ciężki. Po chwili noszenia czujemy jakbyśmy miały na sobie pięć warstw, twarz jest tłusta, świeci się i wygląda jak po długim wysiłku fizycznym.. Co więcej, po paru miesiącach używania, zauważyłyśmy że krem zasycha w opakowaniu i ciężko jest go z niego wydobyć.

 

Krycie: bardzo słabe. Ciężko to nazwać nawet wyrównaniem kolorytu.. Jeśli producent gwarantuje zakrywanie niedoskonałości to chyba robi sobie z nas żarty..

Trwałość: 2? 3 godziny? Po tym czasie "zjeżdża" z twarzy i gdzieś znika..

Działanie: Nawilżanie - brak (chyba, że chodzi o to cudowne świecenie się twarzy..), po paru dniach używania sprawił, że na twarzy pojawiło się mnóstwo suchych skórek, które w dodatku pojawiły się tam przez niego. Jakim cudem twarz świeci się jak choinka, a jednocześnie jest wysuszona? Cechy lecznicze: również: brak. O ile mnie zapchał po dwóch dniach używania, tak Ewe po tygodniu - wow!

Opakowanie, pojemność: Całkiem przyjemne, 50ml tubka z higienicznym otwarciem. Niestety przez gęstość kremu pod koniec trudno jest go wycisnąć i można się całkiem ładnie przy tym ubrudzić.



Zapach: I tutaj plus, bo pachnie bardzo ładnie. Jakby owocowo? Świeżo - super!

Inne: zawiera SPF 15 - niski, ale jednak..

Dostępność: Z tym też nie ma problemu, często jest na przecenach w Rossmanie.

Cena: My kupiłyśmy go za 10 funtów (tragos!), po czym widziałyśmy go w Rossmanie za 15 złotych. Za taki bubel to za dużo.

Skład: Aqua, Isononyl Isononanoate, Isohexadecane, Glycerin, Alcohol denat., Peg-20 Methylglucose Sesquistearate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Methyl Glucose Sesquistearate, Cetyl Palmitate, Nylon-12, Cyclohexasiloxane, Propylene Glycol, Hydrogenated Polyisobutene, Stearyl Alcohol, Magnesium Aluminium Silicate, Phenoxyethanol, Parfum, Caprylyl Glycol, Lithium Magnesium Sodium Silicate, Disodium Edta, Linalool, Benzyl Salicylate, Limonene, Caffeine, Ascorbyl Glucoside, Geraniol, Cellulose Acetate Butyrate, Poly Phosphorylcholine Glycol Acrylate, Citral, Ammonium Polycryldimethyltauramide / Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Polyvinyl Alcohol, Sodium Chloride, Butylene Glycol, Sodium Hyaluronate, [+/- May Contain CI 77891 / Titanium Oxide, CI 77491, CI 77492, CI 77499 / Iron Oxids].

Ocena: 1/10 ?? Ta jedynka to za opakowanie i zapach..

Czy kupimy ponownie? NIE!

Miałyście do czynienia z tym kremem? Jakieś pozytywne opinie? My się nie możemy przekonać :/


Ewa i Kasia

niedziela, 22 kwietnia 2012

VERSACE BRIGHT CRISTAL i ZEGAREK DKNY -50%

Cześć!

Chciałyśmy się z Wami podzielić portalami, dzięki którym kupiłyśmy już dużo markowych rzeczy, po super okazyjnych cenach.
Od razu zaznaczamy, że nie jesteśmy związane z tymi portalem w żaden sposób.

Kasia:
Polska strona wyprzedażowa Złotewyprzedaże istnieje od około dwóch miesięcy i oferuje naprawdę super produkty. Wiadomo, nie zawsze, chyba, że szukacie futerałów na Iphona we wszystkich kolorach tęczy, albo perskich dywanów.
Praktycznie codziennie zmienia się oferta i dochodzą nowe promocje więc, uwaga, to uzależnia.... I to bardzo.
Wystarczy założyć konto i voila - stuprocentowo oryginalne królestwo przed nami.

Idzie wiosna i moje wysłużone jabłuszko z DKNY troche mi się znudziło więc chciałam kupić sobie jakieś świeże perfumy. Wychodzę z założenia, że w zapach warto inwestować - ale wiadomo, nie zawsze się ma co.. Od dawna też chodziły za mną perfumy Versace - Bright Crystal - uwielbiam ten świeży, owocowo-kwiatowy zapach (w ogóle lubie wszystkie zapachy, więc to troche problem)

Jak tylko zobaczyłam je na stronie to od razu wrzuciłam do koszyka i tak, w ciągu 2 tygodni, dotarły do mnie kurierem - niestety to wada tego typu portali - wysyłają produkty dopiero po zakończeniu aukcji, czyli trzeba czekać nawet do tygodnia - a potem wszystko zależy od poczty.

Za 90ml zapłaciłam tylko 180 złotych (wg wizaz.pl 50 ml kosztuje aż 270zł...) - aż nie było mi żal tych znikających pieniędzy.




Jedyne co mnie wkurza w tych perfumach to ich zakrętka która jest ogromna i ciężka. Ale ma swój urok - w końcu do kryształ.. :)


Ewa:

Brytyjską alternatywą portalu złotewyprzedaże jest portal secretsales.com - dokładnie ten sam zamysł, limitowane oferty i duuuże zniżki.

Ja od dłuższego czasu szukałam dużego, złotego zegarka, bo uważam, że to klasyk i każda kobieta powinna taki mieć. Szczerze mówiąc to pozazdrościłam Kasi, która ma swój wysłużony złoty zegarek z Casio (Kasia: klasa sama w sobie!!) i sama zapragnęłam taki mieć :D
Niestety wiadomo, jako studentka i to za granicą nie pływam w pieniądzach więc zegarki z "górnej półki" raczej odpadały. Dopóki nie znalazłam cudnego DKNY na secretsales za 80 funtów - czyli przeceniony o więcej niż 40 procent!!

Tak oto stałam się posiadaczką tego cudeńka i od tej pory nie ściągam go z ręki..




Dla ciekawskich zdjęcie zegarka "na żywo" w poprzedniej notce z outfitem.
Na zamówienie czekałam 4 dni, przyszło w oryginalnym pudełeczku, z instrukcją - wszystko cacy. Niestety musiałam zmniejszyć bransoletę i to sporo - inaczej chyba nosiłabym go na łydce ;)

Czy Wy zamawiałyście coś z takich portali czy raczej nie macie do nich zaufania?

Pozdrawiamy,
Ewa i Kasia!

OOTD + Mini Haul

Cześć, dzisiaj wybrałyśmy się na małe zakupy korzystając z ładnej pogody!


Specjalnie na zakupy, wybrałam coś wygodnego i co można szybko z siebie zrzucić podczas mierzenia ciuchów.



Co miałam na sobie:

koszula: sh
kurtka: new look
spodnie: peacocks
torebka: wojas
naszyjnik i buty: no name
zegarek: dkny

 Oto efekty naszego spaceru i skutki uboczne dla naszego portfela:


lakiery od lewej: 

Maybelline: Forever Strong PRO (25-crystal clear),
Maybelline: Forever Strong PRO (75-ivory rose),                   w promocji 3 za 2: łącznie 8f
Maybelline: Forever Strong PRO (778- rosy sand)
Astor: Fashn' studio (08-black) cena: 1f (poundland mistrz)
MUA: Nail Varnish (shade 1- ciemny granat z drobinkami) cena: 1f (jak WSZYSTKIE kosmetyki z MUA)
MissSporty: Sparkle Touch (piękny niebiesko-różowo-złoty brokat) cena: 1,99f
Accessorize (43, złoto brzoskwiniowy brokat) cena: 3f
Pędzel 'flat top' upolowany za 1funta! (kupiony z myślą do nakładania podkładu)

rząd u góry (również od lewej):

dr.Organic : odżywka z oliwy z oliwek mocno nawilżająca. Bardzo długo szukałam odżywki z naturalnych składników (zwłaszcza olejów), bez parabenów, SLS'ów i innych sztucznych składników. W moim przypadku te drogeryjne wysuszają zamiast nawilżać. Zabieram się do testowania , a recenzja pewnie już wkrótce ! cena: około 6f
Herbatka z pokrzywy: Heath&Heather. Picie pokrzywy zawsze kojarzyło mi się z moją babcią, która zawsze miała piękne włosy, wiec jak znalazłam ją w promocyjnej cenie ,nie wahałam się ani chwili. Mnie smakuje, KASI- NIE, uważa, że smakuje jak karma dla rybek (której nigdy nie jadła,ale podejrzewa).cena: 1f
Szklany pilnik: MaxFactor. Normalnie kupuje zwykłe czarne tzw. jednorazówki papierowe a że natrafiłyśmy na promocje, udało nam się zdobyć szklany za jedyne 2 funty! dużo,mało? nie wiem sama...ale zobaczymy jak będzie się sprawdzał.

Lakiery brokatowe i te metaliczne kupiłyśmy, po naoglądaniu się filmików DIY 'jak zrobić galaktykę na paznokciach'. Na pewno na dniach będziemy próbować! (Jakieś wskazówki?)

MIŁEGO DNIA I DZIĘKUJEMY ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE!

Ewa

sobota, 21 kwietnia 2012

ZNIKAJĄCY KREM: LUSH VANISHING CREAM - RECENZJA

Cześć, cześć!

Przychodzimy do Was tym razem z recenzją kremu, który na stałe zagościł w naszej codziennej pielęgnacji.
Mowa tutaj o:

Vanishing Cream firmy Lush.




Obietnica producenta: (moje nieudolne tłumaczenie angielskiej strony Lush)
Formuła łącząca lekkie oleje z pestek winogron i jojoby z masłem shea, miodem i siemieniem lnianym powoduje, że konsystencja balsamu jest lekka i ma niską zawartość tłuszczu, a przez to błyskawicznie się wchłania. Pozostawia skórę miękką i nawilżoną. Idealny do używania jako baza pod makijaż, do stosowania rano lub w ciągu dnia, gdy czujemy, że nasza skóra jest zmęczona. Polecany do cery tłustej wymagającej starannego czyszczenia i delikatnego nawilżenia, lub mieszanej w strefie T. Olejki eteryczne z lawendy, róży i geranium pomogą zrównoważyć skórę i nadają ładny, lekki zapach.


Działanie: Obydwie mamy cery mieszane, skłonne do przetłuszczania w strefie T i, niestety, z zaskórnikami (nad czym ciągle pracujemy..). Jako że ostatnio stosujemy olejową metodę oczyszczania twarzy nie potrzebujemy bogatych kremów nawilżających. Ta emulsja, bo tak można ją nazwać, jest niesamowita! Krem wchłania się błyskawicznie - naprawdę po niecałej minucie już nie czuć go na twarzy. Dłonie nie są w ogóle tłuste, podobnie z twarzą - krem wchłania się do matu i znacznie przedłuża trwałość makijażu. W dodatku skóra po nim jest bardzo miękka, miła w dotyku i świetnie nawilżona. Nie zapchał nas i nie spowodował żadnych zniszczeń ;)

Opakowanie: krem zamknięty jest w standardowym, ekologicznym pojemniczku przez co można go zużyć do końca (można wszystko wygrzebać paluchem). Ma 45g -a to dużo jak na krem.


Konsystencja: lekka emulsja, nie spływa po twarzy mimo, że ma lekko wodnistą konsystencję.

Wydajność: świetna! Używamy kremu wspólnie od dwóch tygodni i jeszcze nie zauważyłyśmy żadnego ubytku.Wystarczy nałożyć go na opuszek palca i ta ilość pokryje całą twarz.

Zapach: tu niestety minus. Zapach mnie (Kasi) przypomina zapach Sudocremu i kojarzy mi się źle, a z kolei Ewa wyczuwa tu lawendę, która jest dla niej zbyt ostra. Na szczęście zapach nie utrzymuje się na twarzy.


Dostępność: tutaj też bez rewelacji. O ile w UK można zamówić do ze strony lush.co.uk, albo kupić bezpośrednio w sklepie tak w Polsce zostaje nam Allegro. Ale podobno już niedługo - bo w tym roku mają powstać pierwsze sklepy Lush'a w Polsce!

Cena: My zapłaciłyśmy za niego 16 funtów, więc nie jest to tak dużo jeśli używamy go wspólnie. Na Allegro niestety cena to około 100 złotych, ale za takie działanie - warto.



Podsumowując:
Ocena: 9/10: świetny (ale niestety drogi) krem dla cer problematycznych! POLECAMY.

I dla zainteresowanych - skład.
składniki  naturalne / syntetyczne

Linseed Infusion, Water, Rose Water, Lavender Honey Water, Organic Cold Pressed Grapeseed Oil, Honey, Stearic Acid, Organic Jojoba Oil, Witch Hazel Extract, Fair Trade Shea Butter, Cetearyl Alcohol, Triethanolamine, Camellia Oil, Lavender Oil, Neroli Oil, Geranium Oil, Glycerine, Tincture of Benzoin, *Geraniol, *Limonene, *Linalool, Perfume, Methylparaben, Propylparaben




Ewa i Kasia

piątek, 20 kwietnia 2012

PRZEDŁUŻANIE I ZAGĘSZCZANIE WŁOSÓW NOUVEAU LASHES


Cześć!
Od zawsze miałam kompleks na punkcie swoich rzęs. Były bardzo krótkie (prawie niewidoczne, jak na zdjęciu poniżej..). Wydawałam fortunę na różne tusze, pogrubiające, wydłużające... przetestowałam wieele marek zaczynając od Miss Sporty a kończąc na Lancome.. Niestety, działanie żadnego z nich mnie nie satysfakcjonowało więc kiedy przyszła okazja na szaleństwo (stypendium...) nie wahałam się ani chwili i postanowiłam przedłużyć rzęsy u kosmetyczki.

Zanim jednak przejdę do efektów i wrażeń opiszę o co w tym wszystkim chodzi i jak taki zabieg wygląda.

Nouveau Lashes to nowa technika przedłużania i zagęszczania rzęs. Utrzymuje się ona tak długo, jak długo trwa cykl życia rzęsy. tzn. około 8 tygodni. Rzęsy Nouveau Lashes doklejane są do naturalnych rzęs metodą jedna do jednej. Rzęsy doklejane są aż do uzyskania oczekiwanego efektu, a więc gęstych, dłuższych nawet o 50% rzęs, osiągając w ten sposób efekt bardziej wyrazistego oka. 

Według strony www.beautycaffe.pl Nouveau Lashes to numer 1 w Polsce, laureat nagrody „Piękna z Nefretete” – w kategorii znakomity produkt oraz jako uznanie za wprowadzenie innowacyjnej techniki przedłużania rzęs.

Metoda jest całkowicie bezpieczna, nawet jeżeli macie wrażliwe oczy, czy nosicie soczewki! 

Oczywiście możecie sobie zaaplikować tradycyjne kępki czy sztuczne rzęsy ale efekt będzie krótszy (od 3 do 7 dni) i oczywiście osłabi wam rzęsy, a tego nie chcemy! 

Metoda Nouveau Lashes wykorzystuje naturalne, jedwabne rzęsy dzięki czemu nie uzyskamy efektu sztucznych, scenicznych rzęs. Pierwszy zabieg trwa około 2 godzin, jest bezbolesny, a efekty są piorunujące!

Ja moje nowe rzęsy mam już od 3 tygodni i mają się świetnie! Oczywiście kilka mi powypadało, ale na uzupełnienie umowie się za tydzień albo dwa. Wszystkie tusze poszły w odstawkę i dzięki temu zaoszczędziłam 5 min rano i mogę dłużej spać :D


Przepraszam za słabej jakości zdjęcie ale było robione telefonem :(

Polecam wszystkim dziewczynom z krótkimi rzęsami!

Ewa

czwartek, 19 kwietnia 2012

Jak zrobić ombre na ciemnych włosach?

Cześć dziewczyny!

W pierwszej notce chciałybyśmy podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami z domowym sposobem farbowania włosów aby wyszło z niego tzw. ombre (czyli two-tone).
Od dawna nosiłyśmy się z zamiarem zmienienia czegoś na wiosnę - a że dieta odpada ze względu na lenistwo :( - zdecydowałyśmy się na nowy kolor włosów. Obydwie mamy włosy farbowane na dość ciemny brąz, a jest to niewątpliwie problem jeśli chcemy rozjaśnić końcówki do naturalnie wyglądającego blondu. Dlatego uzbroiłyśmy się w 4 farby (z czego użyłyśmy dwóch) i wielką cierpliwość.

Naszymi inspiracjami były przede wszystkim Rachel Bilson i Marina Łuczenko - ich połączenie ciemnego brązu z miodowymi końcówkami wygląda o-błę-dnie!

Rachel Bilson

Marina


1. Jakiego rozjaśniacza użyłyśmy?

Przede wszystkim nie chciałyśmy używać zwykłego rozjaśniacza (bleach), żeby nie zrujnować doszczętnie naszych włosów.
Pierwszej farby jakiej użyłyśmy był to Schwarzkopf w odcieniu Live Color XXL Colour Intense Absolute Platinum 00A - czyli najjaśniejszy kolor, jaki znalazłyśmy. My, mieszkając w UK, natrafiłyśmy na promocję w Superdrugu - dwie farby w cenie jednej czyli łącznie wydałyśmy po 4 funty ale w polskim Rossmanie na pewno też nie przepłacicie - według wizaz.pl jej koszt to 15 złotych.

Opakowanie niestety wyrzuciłyśmy więc wklejamy zdjęcie znalezione w interencie.



Farbę nałożyłyśmy na końcówki - około 5 centymetrów i zawinęłyśmy włosy zwykłą folią aluminiową, żeby utrzymać ciepło i przyspieszyć działanie farby. Poczekałyśmy około 20 minut, co jakiś czas sprawdzając postęp. Po tych 20 minutach nałożyłyśmy kolejną warstwę już nieco wyżej. Ze względu na to, że Ewa ma dłuższe włosy (za łopatki) zaszalała do tego stopnia że nałożyła druga warstwę aż do linii uszu, a ja (Kasia) mając włosy trochę za ramiona zafarbowałam około 10 centymetrów. Znowu zawinęłyśmy włosy folią i poczekałyśmy kolejne 20 minut. Łącznie po 40 minutach pobiegłyśmy zmyć farbę i jakież było nasze zaskoczenie gdy po wysuszeniu włosów uzyskany kolor nie był miodowy a marchewkowy!! Ewa wpadła w histerię i wysłała mnie do sklepu po kolejną farbę - bo sama wstydziła się wyjść z domu. Nałożyła jeszcze jedną warstwę (ostatnią) w nadziei że to coś pomoże. Nic nie pomogło, a wręcz zaszkodziło, gdyż włosy zrobiły się ognisto czerwone. Stało się tak dlatego, że obydwie wcześniej farbowałyśmy włosy na brązowo z nieszczęsnym czerwonym pigmentem. Więc jeśli macie naturalny kolor włosów nic takiego nie powinno Wam się stać.

2. Jak pozbyłyśmy się marchewkowego odcienia po rozjaśnianiu włosów?

Na szczęście, dzięki filmikowi katOsu (którą śledzimy już od dłuższego czasu) udało nam się pozbyć okropnego marchewkowego odcienia. A wszystko to za sprawą tej farby:


Clairol Nice 'n Easy Hair Color 106 Natural Medium Ash Blonde (4 funty)


Niestety farby tej nie dostaniecie w Polsce ale wiemy, że świetny zamiennik wyprodukował Garnier (odcień 7.1), którego dostać można prawie wszędzie. Zamysł tej farby jest taki, że posiada ona w sobie fioletowy ton (czyli ash, bądź popielaty), który neutralizuje kolory czerwone, pomarańczowe i wszystkie inne, które sprawiły, że chciało nam się płakać :(

A więc nałożyłyśmy farbę na całą długość rozjaśnionych włosów i poczekałyśmy, zgodnie z instrukcją, około 40 minut. Po zmyciu farby uzyskałyśmy piękny, miodowo-złoty blond!

A oto efekty naszej "walki" z ombre:





Podsumowując:

Na nasze rozjaśnianie wydałyśmy niecałe 8 funtów, a efekt jaki uzyskałyśmy jest porównywalny do tego z salonów kosmetycznych - gdzie musiałybyśmy zapłacić około 100 złotych.. Mimo że żadna z nas nie posiada talentu do farbowania i przeszłyśmy już dużo rewelacji kolorystycznych - z tym poradziłyśmy sobie bez problemu! Nie taki diabeł straszny..

Czy podoba Wam się taki efekt na włosach i wiecie jak inaczej pozbyć się marchewkowego odcienia z włosów?

Pozdrawiamy,
Ewa i Kasia!

EDIT: Jako że powyższe zdjęcia nie oddają w ogóle koloru robię mały update. Moje, czyli Kasi, włosy po 4 miesiącach, paru przyciemnianiach i lekkim rozjaśnianiu końcówek sprejem z Johna Friedy wyglądają tak: 



Link do notki o pielęgnacji: klik

Buziaki!

wtorek, 17 kwietnia 2012

Początek

Cześć dziewczyny! Jako wielkie fanki kosmetyków i blogów kosmetycznych postanowiłyśmy do Was dołączyć. Nasi męscy współlokatorzy mieli dość słuchania naszych dyskusji na temat nowinek kosmetycznych i modowych więc to pośrednio oni zmusili nas do wylewania swoich "żali" na wirtualne kartki papieru! Tak się zdarzyło ,że obie znalazłyśmy się na drugim końcu świata w małym walijskim miasteczku i razem możemy dzielić swoje zainteresowania pod jednym dachem. To tyle o nas na razie. Mamy nadzieje, że spodoba wam się nasz blog i będziecie go odwiedzać! :)