piątek, 29 czerwca 2012

Ciekawostki- dziwne zabiegi kosmetyczne z całego świata

Cześć dziewczyny,

Dzisiaj nie mam nastroju na chwalenie się lakierem czy szminką. Chcę się z Wami podzielić kilkoma ciekawymi informacjami, a raczej zabiegami z całego świata,które u nas do 'powszechnych' nie należą. Zapraszam do lektury!
                                           

1. Japonia

Wiecie, że Azjatki mają fioła na punkcie pielęgnacji a Japonia słynie z dziwnych pomysłów.  O wspaniałej mocy kolagenu wie każdy, możemy go spotkać w kremach czy balsamach ale Japonki posunęły się o krok dalej. Oprócz masowania i wklepywania różnych mazideł wg Japonek kolagen powinno się również pić!  W Japonii kolagen jest dodawany do napojów i posiłków. Podobno już łyk lub kęs kolagenu może wygładzić rysy, spłycić zmarszczki i inne cuda.. Kolagen jest powszechnie dostępny w japońskich aptekach,  drogeriach w postaci płynu, żelatynie czy proszku. To co, macie ochotę zjeść tartę z kremem przeciwzmarszczkowym? ;D


2. Izrael

Podobno jednemu z najprzyjemniejszych masaży możemy się poddać właśnie w Izraelu. Co w nim jest dziwnego? To, że wykorzystuje się do tego węże! Klienci z zachodu uwielbiają tę formę masażu. Za osiemdziesiąt dolarów dostajemy godzinę masażu wykonywanego przez kilka węży. Węże są różnego rodzaju, bo każdy masuje w inny sposób. Jeden usuwa napięcie, inny rozgrzewa, a kolejny niweluje ból. Szczerze? Nie dla mnie


3. Azja i Turcja

Ten zabieg jest już znany na całym świecie. Polega on na tym, że wkładamy nogi do zbiornika pełnego wody i malutkich ruchliwych rybek, które ZJADAJĄ martwy naskórek, dzięki czemu nasze stopy są gładkie i miękkie. Rybki masują i łaskoczą nasze stopy.


4. Londyn!

Nasienie na włosy? Tak, ale ani to nie jest owies, pszenica, żyto czy soja. Po prostu sperma byka… Co jest szokujące (jak dla mnie), że ten zabieg nie jest wykonywany gdzieś na końcu świata tylko w Londynie w salonie ’Hari's salon’. Maska/odżywka ze spermy byka błyskawicznie nawilża, odżywia, nadaje blask i jedwabistą miękkość włosom. Zabieg polecany jest dla włosów zniszczonych koloryzacją, utlenianiem lub trwałą. O dziwo nie ma nieprzyjemnego zapachu a rezultaty są podobno lepsze od innych markowych kosmetyków. 


5. Niemcy

Kąpiel w piwie możemy znaleźć w wielu ofertach Spa w Niemczech (fanką jest Catherine Zeta-Jones). Piwo relaksuje, odpręża i poprawia nastrój.  I zamiast pić hetkolitry piwa, można uzyskać to samo nurkując w piwku. Piwna kąpiel to koktajl witaminowy wygładzający skórę, który sprawia, że jest sprężysta i gładka. 


 6. Mexico City

W jednym z najlepszych hoteli w Mexico City - The Four Seasons dostajemy to, z czego Meksyk słynie: kaktusa i tequilę. Najpierw całe ciało jest masowane łodygą kaktusa, a następnie naskórek jest ścierany peelingiem z tequili, soku z limonki i soli. Nic tak nie ujędrnia pośladków jak okład z kaktusa i scrub z Margarity! 


7. Austria

Niedawno piękna i zawsze młoda Demi Moore wyznała w show Davida Lettermann’a, że remedium na wszystko są zabiegi z pijawkami. Minimum dziesięć pijawek przystawionych do ciała usuwa złogi i jest detoksem dla organizmu.  I tu tkwi cała tajemnica świetnego wyglądu aktorki. Okazuje się, że światowym potentatem w tego rodzaju zabiegach są austriackie SPA. Tam użycie małych, czarnych pasożytów nie jest niczym dziwacznym. 


8. Ameryka Południowa

Robotnicy pracujący na farmach, na których hoduje się węże mają niezwykle delikatne dłonie. I nie zawdzięczają tego, że węże ich kąsają. Całe dobro tkwi w wężowych odchodach – źródle witamin i antyutleniaczy.  Otóż, branża kosmetyczna z tego regonu wynalazła krem/serum z odchodami węży. Krem okazał się większym hitem niż ten ze śluzu ślimaka!


Jeśli chodzi o mnie, to zostanę przy swoich sprawdzonych metodach. Wszelkiemu robactwu, gadzinie i temu co oślizgłe mówię stanowcze NIE.

A Wy, wybrałybyście coś z listy?

Miłego dnia buziaczki:*
Ewa

czwartek, 28 czerwca 2012

Revlon Lip Butters - warto?

Dzień dobry!

Jak tylko dowiedziałam się, że Revlonowe masełka do ust są już dostępne w Polsce (w drogeriach Hebe) nie wahałam się ani chwili i pobiegłam kupić. Teraz zastanawiam się czy warto było wydać te 27 złotych.. No ale po kolei. 


Balsam do ust + szminka w jednym. Nawilża i nadaje ustom połysk i kolor (w zależności od odcienia jest on mniej lub bardziej nasycony).

- zawiera w składzie masło mango, shea i kokosowe, 
- wyjatkowo delikatny żelowy skład szminki nadaje miękkość i gładkość skórze ust,
- paleta 20 kolorów w odcieniach od neutralnych do nasyconych. (źródło: wizaz.pl)



Opakowanie: pomadka przychodzi do nas w zwykłym plastikowym opakowaniu. Nie jest ono niestety specjalnie trwałe, zakrętka się "luzuje" po pewnym czasie i lubi się odkręcać w torebce.. Podoba mi się to, że kolor opakowania jest taki jak kolor pomadki - jeśli ma się ich kilka zawsze wiemy po którą sięgamy :) W opakowaniu dostajemy niecałe 3g produktu.

Konsystencja: masełkowa. Rzeczywiście bardzo prosto rozprowadza się ją na ustach. Przez swoją konsystencję nie podkreśla suchych skórek (a ja mam wieczny problem ze spierzchniętymi ustami), nie wysusza, a wręcz nawilża. Jeśli chodzi o właściwości pielęgnacyjne to jestem na tak!



Kolor: jak zwykle sięgnęłam po "nudny" kolor - nie spocznę dopóki nie znajdę idealnego ;) Mój odcień to 095 Creme Brulee - czyli beż ze złotym połyskiem - nie mylić z brokatem - bo za nim w pomadkach nie przepadam. Bardzo uroczy, subtelny i delikatny - takie jak lubię. Do wyboru było jeszcze chyba 5 kolorów, więc bez szału.

Pigmentacja: pomadka przy pierwszej warstwie zostawia bardzo ładny połysk na ustach, efekt można stopniować. Ja zazwyczaj nakładam trzy warstwy, bo moje usta są naturalnie dość ciemne.



Trwałość: przeciętna. Trzyma się na ustach jak balsam - czyli 2/3h. Tak więc, znowu, szału nie ma.

Cena: 27 złotych. Chyba trochę za dużo..

Na górze usta saute, na dole dwie warstwy Revlonka.
Sorry za dziubek! ;)
Czy kupię ponownie?
Mimo braku jakiegoś ogromnego zachwytu - chyba tak. Chciałabym wypróbować jakiś inny, bardziej nasycony kolor, a wiem, że ta pomadka nawilży mi usta i będzie wyglądać dobrze. Idzie lato, może skuszę się na róż? Zastanawiam się jeszcze nad L'Orealową wersją tego masełka - wiecie czy można je dostać w Polsce?

PS. Założyłyśmy dziś fejsbukową stronę - więc zapraszamy tu. Będzie bardziej na bieżąco :)

Buziaki
K

środa, 27 czerwca 2012

Skinfood Salmon Concealer - mój ulubiony :)

Cześć cześć!

Myślałam co by tu napisać za recenzję i tak się zorientowałam, że nie opisałam jeszcze mojego ulubionego korektora pod oczy, którego używam już ponad rok i ani myślę się z nim rozstać!

SkinFood Salmon Dark Circle Concealer Cream 


Skoncentrowany, kremowy korektor pod oczy. Doskonale pokrywa cienie pod oczami oraz wypełnia zmarszczki. Łatwo się nakłada i nie powoduje podrażnień delikatnej skóry wokół oczu. Sposób użycia: nałóż odpowiednią ilość na skórę okolic oczu i delikatnie rozprowadź korektor specjalnym pędzelkiem lub palcami. (źródło: wizaz.pl)


Opakowanie: korektor przychodzi do nas w 10 gramowym, odkręcanym słoiczku. Papierowa naklejka na górze niestety po roku używania nie wygląda estetycznie, podobnie jak naklejki po bokach - ale to nie jest jakaś wielka wada. Sama idea korektora w słoiczku wydaje mi się dość niehigieniczna, zbiera się w nim dużo kurzu czy innych farfocli.

Konsystencja i wydajność: korektor jest dość tłusty, kremowy i gęsty - przypomina trochę konsystencję masła przez to jest BARDZO wydajny - używam go od ponad roku, a nie sięgnęłam nawet denka. Dzięki tej "tłustości" bez problemu rozprowadza się pod oczami i potrzeba go bardzo mało, żeby zakryć cienie.

Trwałość: zadowalająca. Bez przypudrowania po aplikacji nie trzyma się może przez cały dzień ale ściera równomiernie. Z kolei przypudrowany zostaje na swoim miejscu przez caaalusieńki dzień :)


Kolor: ja posiadam jaśniejszą wersję czyli 01. Korektor jest dość jasny, łososiowo-brzoskwiniowy - bardzo naturalny. Nie posiada w sobie żadnych drobinek, a mimo to trochę rozjaśnia okolicę pod oczami.

Krycie: po roku używania zauważyłam, że o wiele lepiej jest go wklepać niż rozetrzeć. Ja może nie mam wielkiego problemu z worami pod oczami, więc dla mnie jest idealny - kryje wszystko co ma kryć. Dla osób z większymi cieniami krycie może być niewystarczające.

Cena: około 50 złotych (9 funtów na ebayu). Dosyć wysoka, ale przez swoją wydajność jak najbardziej adekwatna :)

Inne: nawilżanie! Dzięki niemu nie stosuję żadnego kremu pod oczy podczas porannej pielęgnacji, nic nie zbiera się w zmarszczkach, nie wysusza. Używam go też czasem na powiekę i nie zauważyłam, żeby się ważył czy kruszył.




Mimo, że uwielbiam go totalnie to jednak polecam go osobom bez większych cieni pod oczami - przy ciemniejszych może mieć problem z kryciem..

Macie? Używacie? A może polecicie coś innego?

Buzi
K

wtorek, 26 czerwca 2012

Kallos Crema al Latte - mój HIT

Witajcie, witajcie!

Produktu w tytule chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Każdy zna albo powinien znać maskę Kallos Crema al Latte. Dziś post o niej bo uważam, że jest godna uwagi. Nie będzie to recenzja, bo nie używam jej długo wiec nie mogę powiedzieć wszystkiego na jej temat ale po kilku użyciach, na dzień dzisiejszy jestem bardzo zadowolona. Tak szybciorem wg wizaż.pl:
Dzięki proteinom pozyskanym z mleka krem wspaniale nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i odżywione. Doskonały do zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnianie, farbowanie oraz trwałą ondulację. 


 źródło: http://lorien-cosmetics.pl                                                          

Powiem Wam, że mam (miałam) wielki problem z rozczesywaniem włosów - odżywki zwykłe czy w spreju nie pomagały. Pierwszy plus dla tej maski jest właśnie za to, że moje włosy się super rozczesują i nie plączą. Plus numer dwa - ta maska nadaje świeżość włosom, odżywia je i sprawia, że są miłe w dotyku.
Plus numer trzy- wydajność. Jest baardzo wydajna nawet nie dlatego, że mam jej aż 1000ml ale dlatego, że naprawdę nie trzeba dużo nabrać by pokryć całe włosy.
Plus numer cztery to cena - słuchajcie niedawno się zorientowałam, że mam sklep fryzjerski pod nosem więc przechodząc obok zapytałam o tę maskę. Pytam o cenę, ile? 18 zł. Jest to najtańsza i najlepsza maska jaką do tej pory miałam. Za 18 zł mamy kilogram maski, wielki słój, który wystarczy mi na długo. Vatika, John Frieda, L'Oreal i inne maski mogą się schować daleko w kąt. Crema al Latte rządzi. no i ostatni (jak narazie) plus za zapach. Budyń... pycha.

Podsumowując ta maska jest:

- dobra
- wydajna
- tania
- pachnąca

Czego chcieć więcej? Jak jeszcze się wahacie to nie wiem czemu. Zamiast wydawać pieniądze na droższe maski, spróbujcie najpierw Kallosa. Jeżeli chcecie jej spróbować, ale nie jesteście pewni to zamiast kilograma możecie zakupić mniejszą wersje za 5zł.

Miałyście tą maskę, czy też się u Was dobrze sprawuje? Jak na razie mam zamydlone oczy skierowane tylko na nią, macie jakieś inne maski godne polecenia?


Dla zainteresowanych skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Methosulfate, Parfum, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Citric Acid, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone 

Buziaczki, E

poniedziałek, 25 czerwca 2012

R.I.P opłakuję włosy - czyli mało udana wizyta u fryzjera (?)

Cześć dziewczyny!

W dzisiejszej notce podzielę się z Wami bólem, który trwa tydzień i nie mija. Korzystając z wizyty w Polsce postanowiłam się wybrać do fryzjera. Ceny w Wielkiej Brytanii są zawyżone jeżeli chodzi o usługi fryzjerskie. Chociaż powiem Wam, że raz się skusiłam na PROMOCYJNĄ cenę bo miałam się oddać w ręce praktykantki.. Gdy ją spytałam jaki kolor mi doradza odpowiedziała: "teraz modna jest czerwień np z fioletowymi pasemkami". NO WAY.. Dziękuje, posprzątane. Wybrałam jakiś odcień brązu i wyszłam z upaćkanym czołem i plecami!!, oraz kolorem który spłukał się po tygodniu. A za zabawę  zapłaciłam 30f :]..

Po miesiącu zabawiłyśmy się z Kasią w ombre. Problem w tym, że Kasi udało się rozjaśnić włosy od razu i mogła cieszyć się pięknym ombre bez niszczenia włosów, ja musiałam nakładać farbe kilkukrotnie (6,7?) i moje włosy po prostu bardzo się zniszczyły. Po 2/3 miesiącach olejowania i mega dbania, włosy jako tako powoli wracały do NORMALNOŚCI - już się nie puszyły i byłam na dobrej drodze w moim zapuszczaniu. Coś mnie tknęło pewnego dnia i stwierdziłam: prędzej czy później ombre mi się znudzi, a że następna wizyta w Polsce dopiero w grudniu to teraz pójdę do fryzjera i wrócę do jednego (jak najbardziej mojego) koloru na głowie. Wybrałam się do zaufanej fryzjerki. Farba wybrana - a raczej 5 różnych, i jedziemy. Pani fryzjerka grzecznie pyta: To co, tniemy? Moja reakcja była błyskawiczna NIE NIE NIE - zapuszczam już tyle lat, nigdy nie miałam długich włosów chcę je mieć, nawet suche i zniszczone :( Po 10 minutach przekonań zgodziłam się na cieniowanie, słysząc zapewnienia "z długości nie ruszę".


I jak się skończyło?  A no skończyło się tak, że mam mocno wycieniowane włosy chyba nawet od długości ucha! Do długości "za łopatki" ;(;(:(;( Tyle czasu ,tyle czekania :( Dziewczyny, pocieszam się tym że nie są rozdwojone (ale to kwestia pewnie 2 tygodni).. Wiem, że były zniszczone no ale mogła by mi powiedzieć albo poświęcić drugie 10 min na przekonanie mnie na większe cięcie. A tak ? Zostałam niemile zaskoczona na samym końcu :(  No nic teraz wkręciłam się w włosomanię na maksa: drożdże, pokrzywa, wcierki i duperele. Będę o nie walczyć! I nigdy nie popełnię takiej głupoty jak rozjaśnianie na włosach o słabej kondycji.

Zdjęcie po lewej: włosy w kwietniu po pierwszym rozjaśnianiu były długie, a do czerwca jeszcze urosły jakieś 2-3 cm.

Zdjęcie po prawej: zdjęcie z wczoraj, po wizycie u fryzjera (zeszła sobota). Jak dla mnie włosy nie wyglądają na wycieniowane tylko poszarpane.


Kochane, spotkałyście się z taką sytuacją i straciłyście więcej włosów niż w zamiarze?

SOS Co możecie polecić żeby zapobiec rozdwajaniu?

sobota, 23 czerwca 2012

Gąbka Konjac za 8.99zł !

Dziewczyny!
Jeśli tak jak ja nie wiedziałyście o istnieniu gazetki promocyjnej Rossmann (- 1 punkt dla mnie i +1 punkt dla Ewy) to dziś na promocji była osławiona już na blogach gąbka do mycia twarzy Konjac!

Dziś i jutro (23-24.06) gąbka kosztuje 8.99 zamiast 14.99! :)

Lećcie do Rossmannów i kupujcie - tylko nie przeraźcie się dostępnością - ja w Warszawie dorwałam je po dwóch godzinach, w piątym Rossmannie (przy Al. "Solidarności" było ich jeszcze chyba z pięć, wszystkie przykurzone..)
Jedną biorę ja, a drugą kupiłam drugiej połówce tego bloga :*


Gąbeczka jest malutka! Wydawała mi się na zdjęciach o wiele większa!


No i widać na opakowaniu, że jest nasączona płynem. Przed chwilą otworzyłam swoją - ma super dziwną konsystencję, jak coś żywego :O



Dla niezorientowanych:
Gąbka konjac to produkt naturalny uzyskiwany z korzenia drzewa azjatyckiego o nazwie konjac. Początkowo do zabiegów kosmetycznych stosowano proszek pochodzący z korzenia tego drzewa. Miał on zdolność magazynowania dużej ilości wody, dlatego był idealny do zabiegów pielęgnacyjnych twarzy i oczyszczania ciała. Gąbka konjac jest w 100% biodegradowalna. Zawiera naturalny środek myjący, który pomaga wyrównać odczyn ph skóry i posiada właściwości nawilżające.
Skóra jest naszym największym organem narażonym codziennie na bezpośrednie działanie czynników atmosferycznych i zanieczyszczeń powietrza. Gąbka konjac wspomaga ochronę skóry i odpowiada na jej potrzeby nawilżenia i oczyszczenia. Jest idealna do pielęgnacji zanieczyszczonej skóry każdej dorosłej osoby. Dzięki wyrównaniu ph skóra staje się miękka i elastyczna. Gładka powierzchnia gąbki pozwala delikatnie usunąć makijaż i zanieczyszczenia ze wszystkich zakamarków cery. Gąbka daje dodatkowo zastrzyk wilgoci i przyjemne uczucie świeżości skóry. 

- wykonana w 100% z włókna naturalnego
- nie zawiera barwników i sztucznych dodatków
- włókna cieńsze niż u gąbek syntetycznych i frotte
- przeznaczona do wszystkich typów skóry
- idealna dla cery trądzikowej i z problemami dermatologicznymi
- nie podrażnia skóry w trakcie oczyszczania
- nawilża w sposób naturalny, czyni skórę miękką i elastyczną
- pobudza krążenie krwi
- zapobiega zanieczyszczeniom skóry
- można ją prać mechanicznie w delikatnym cyklu do 60 st. bez środka zmiękczającego
- produkt biodegradowalny


Tak więc ja jestem super pozytywnie nastawiona do tego cuda. Dziś pierwsze testy! :)

A poza tym, zobaczcie co dziś upichchiłam dla swojego chłopaka, który mówi, że jestem Krowisią i wcale sobie nie zasłużył na te słodkości :C 


Czas roboty pół godziny - z czego dwadzieścia minut to pieczenie. No pychota!

A Wy jak umilacie sobie weekend?

Buzi
K

Pomadka ochronna Eveline Extra SoftBio mój hit

Cześć dziewczyny!

Dziś notka o moim ostatnim odkryciu. Mianowicie - od długiego czasu szukałam idealnej pomadki ochronnej. Używałam już chyba wszystkiego, zaczynając od różnego rodzaju pomadek firmy Nivea i innych drogeryjnych, kończąc na produktach z apteki. Po LATACH szukania i testowania, całkowicie przypadkowo wpadła mi w ręce pomadka Eveline za jedyne 4,90zł ! Zakup okazał się być baardzo trafny.


Cena fajna, to czemu nie spróbować?

Pomadka jest niesamowicie trwała! Inne natychmiast się 'wchłaniały' a ta dosłownie siedzi naszych ustach pozostawiając delikatną i wręcz aksamitną powłoczkę. Jeśli chodzi o samą konsystencje pomadki to moim zdaniem jest jak hmm... wazelina, ale zbita i co mnie zdziwiło to fakt, że wysokie temperatury jej nie stopiły (wada pomadek NIVEA, topią się w sekundę i robi się papka).


Jeśli chodzi o zapach to jest bardzo przyjemny, jak dla mnie to coś w rodzaju pudrowych cukierków (?). Dodatkowym plusem jest SPF20, więc mamy jakąś tam ochronę. Tak więc dziewczyny, pomadka jest super i jak macie zamiar jakąś kupić to polecam do sprawdzenia.



Jeśli macie swoją ulubioną pomadkę, to podzielcie się ze mną jaka to jest, chętnie przetestuję:)


Miłego weekendu Wam życzę;)

Ewa

piątek, 22 czerwca 2012

Brafitting w Biustokracji :)

To znowu ja!
Kolejny dzień dwa posty pod rząd - widać, że mi się nudzi..

Dzisiaj świeżutki post o mojej wizycie w sklepie Biustokracja, parę słów o brafittingu i odpowiednim doborze biustonosza.
Odkąd usłyszałam o tym całym "brafittingu" zbierałam się z tysiąc razy, żeby pójść, obejrzeć, przymierzyć ale jakoś nie było mi po drodze. Ale ostatnio, przeglądając blogi trafiłam na ten wpis na blogu Nieprofesjonalnej   o 10 grzechach kobiet, w którym to Nieprofesjonalna poleciła sklep gdzie miłe Panie pomagają dobrać odpowiedni rozmiar biustonosza. Pomyślałam sobie - mam blisko, pójdę, nareszcie.

I tak wybrałam się tam dziś (gubiąc się po drodze tysiąc razy) i nie wyszłam z pustymi rękami!

Salon Biustokracja mieści się na Żelaznej 31 w Warszawie i wbrew pozorom łatwo jest tam trafić :D Stronę sklepu znajdziecie tu: klik.


Asortyment w sklepie zwalił mnie z nóg, a w wyborze pomagała mi przemiła pani Paulina, którą pozdrawiam jeśli to czyta. Przymierzyłam chyba z 20 biustonoszy - dziękuję za cierpliwość i odpowiedzi na wszystkie moje pytania! :)


Jakież było moje zdziwienie, kiedy pani Paulina powiedziała mi, że mój biustonosz nie jest wcale tak tragicznie dobrany (trochę mi ulżyło, nie powiem) mimo, że tak naprawdę, nigdy nie przykładałam wielkiej wagi do rozmiaru. Zależało mi na tym, żeby był ładniutki i pasował do ciuszków. No cóż..

I tak mój standardowy rozmiar 75C okazał się o dwa rozmiary za duży w obwodzie i o cztery rozmiary za mały w miseczce. Mój prawidłowy rozmiar to 65F. :O Oczywiście, rozmiary wahają się w zależności od kształtu biustonosza czy rozmiarówki danej firmy - ale chyba widać, że różnica jest ogromna.


Cały myk w dobrze dobranym biustonoszu to jego obwód. To obwód podtrzymuje nasz biust, a nie ramiączka. Przede wszystkim, przy mierzeniu biustonosza należy zapinać go na najluźniejszą haftkę - każdy materiał prędzej czy później się rozciąga, a my kończymy z zapięciem w okolicy naszych łopatek - a to ani nie wygląda dobrze, ani nie robi dobrze naszemu biustowi. Jeśli jednak tak się dzieje to znaczy, że biustonosz jest za duży w obwodzie - mimo, że Wasze piersi wyglądają w nim dobrze. To samo się dzieje gdy spadają nam ramiączka i razem z nim leci nam biustonosz.
Poza tym miseczka powinna dokładnie "oplatać" nasz biust i najlepiej sięgać do połowy pachy. Nic nie powinno nam odstawać (jeśli miseczka jest za duża) czy wylewać się (jeśli miseczka jest za mała).

Podobno podczas noszenia dobrze dobranych biustonoszy piersi mogą zmienić swój kształt, a nawet urosnąć! Poczekamy, zobaczymy :D Na razie muszę Wam powiedzieć, że biust zdecydowanie lepiej wygląda - aż mi się wierzyć nie chce że mam na sobie miseczkę F!

Pozwólcie, że nie wrzucę zdjęcia zakupionej bielizny, jakoś przekracza to chyba granicę intymności, którą na blogu powinno się zachować.
Ale macie zdjęcie modelu, który wybrałam - ze strony producenta. Czyż nie jest PIĘKNY?


Jak Wy stoicie z doborem biustonoszy? Byłyście już u brafitterki czy kierujecie się swoim zdaniem?

Buziaki
K

Nowy wygląd bloga.

Cześć dziewczyny!

Jako że mam dziś wolny dzień posiedziałam trochę nad szablonem. Poprzedni już trochę mi się znudził i wydaje mi się, że nie był do końca czytelny.

Powiedzcie prosze - co myślicie o nowym szablonie? Czy jest "wygodniejszy" w obsłudze, kolory się nie zlewają, jest czytelnie?

Bardzo mi zależy na Waszej opinii - w końcu to blog dla Was.

PS. Ewa jeszcze szablonu nie widziała więc nie wiadomo czy w ogóle zostanie w takiej formie.. Swoją drogą, Ewa dziś wraca do Walii, zastanawiam się jak zmieściła wszystkie kosmetyki w walizce.

czwartek, 21 czerwca 2012

Catrice 540: Am I Blue Or Green?

Wspominałam Wam już o mojej mini obsesji na punkcie niebieskich lakierów. Trzyma się cały czas a ja z tego powodu wcale nie narzekam, w końcu to tylko lakiery.. Te 7 złotych raz w tygodniu nikomu nie zaszkodzi. Prawda?

Tak też sobie pomyślałam, jak odwiedziłam Naturę koło przystanku Metro Centrum w Warszawie. Tam są dwie Natury, ale ja o wiele bardziej lubię tą między wejściami na stacje. Parę razy przechodząc obok, chcąc nie chcąc, weszłam, poniuchałam i byłam super ucieszona, bo wystawione zostały trzy stoiska wyprzedażowe. Co tam wchodzę to jest coś nowego - nie wiem czy ją zamykają, czy pozbywają się asortymentu, nieważne!

Tak w moje ręce wpadł lakier

Catrice Ultimate Nail Lacquer. 540 Am I Blue Or Green?


No i właśnie. Jak to z nim jest, niebieski czy zielony?

Moja odpowiedź to zdecydowanie niebieski z leeeciutką nutką mięty - zauważalną tylko w sztucznym, żółtawym świetle. Kolor jest prześliczny, zakochałam się i chyba zostanie moim faworytem na lato! Zdjęcia trochę przekłamują - w rzeczywistości kolor jest bardziej stonowany. Tak w ogóle - uwielbiam nazwy lakierów Catrice - zdecydowanie poprawiają humor!


Lakier potrzebuje dwóch, a czasami trzech warstw, żeby pokryć płytkę całkowicie. W buteleczce widać lekki shimmer, ale znika na paznokciu - co w sumie mnie cieszy, bo za shimmerami nie przepadam. Aczkolwiek, mimo tych trzech warstw, przez to że nie jest gęsty - całkiem szybko schnie. Głupia ja, zamiast już poczekać parę minut uparłam się i nałożyłam Seche Vite i wysuszacz niestety, jak widać na drugim zdjęciu na środkowym palcu - trochę skurczył lakier.

Pędzelek też ma całkiem zgrabny i łatwo się nim operuje. 
No i zapłaciłam za niego 7.29zł po przecenie z 9.99..
Nic tylko biec po następne!



Spodobał Wam się?
Jakie niebieskości mi jeszcze polecicie? Chce wszystkie!! :P

Buziaki
K

środa, 20 czerwca 2012

Paznokciowe inspiracje.

Cześć raz jeszcze!

Dziś chciałam Wam wrzucić parę paznokciowych inspiracji. Mimo, że sama często omijam takie posty to ostatnio wpadłam w wir przeglądania zdjęć na tumblr. Zorientowałam się, że zapisuję te które mi się najbardziej podobają, a potem wszystkie gdzieś przepadają. Więc dziś parę inspiracji.

To ombre jest prześwietne! Niby french, niby gradient. Super efekt!

To-to srebrne to folia aluminiowa przypiłowana pilniczkiem od spodu. 

Podoba mi się zamysł "czerwonych podeszw" Louboutinowskich, ale sama mam za krótkie paznokcie, żeby takie zrobić.


Które paznokcie najbardziej Wam się spodobały?

Buziaki!
K

Wyniki koktajlowego rozdania!


Cześć i czołem.

Rozdanie dobiegło już końca i szczerze mówiąc jest nam trochę przykro. Sprawdziłyśmy wszystkie komentarze od początku do końca i wiele z osób, które do rozdania się dopisały nas oszukało. Albo nie dodały notki, albo nie umieściły nas w blogrollu - ale dzięki naszemu inwestigejszon wszyscy, którzy chcieli zagarnąć sobie nagrodę a nie wypełnili warunków zostali z listy skreśleni. Dobra, koniec tych żali - bo do rozdania i tak dopisało się bardzo dużo osób - nie spodziewałyśmy się takiego zainteresowania. Już planujemy kolejny konkurs! Także wypatrujcie.

Przechodząc do najważniejszego - oto wynik!

Maszyna losująca (w postaci mnie spisującej wszystkich na listę i generującej numer) wylosowała...

astra89

Mail z prośbą o adres został już wysłany. Prosimy o odpowiedź w ciągu najbliższych dni - jeśli jej nie dostaniemy to losujemy dalej!

Gratulacje!

A wszystkim innym ogromne podziękowania za chęć udziału i powodzenia w następnym rozdaniu (tik tak tik tak).

Buziaki!
Kasia

wtorek, 19 czerwca 2012

10 000 wyświetleń + googlowe wyszukiwania

Dziewczyny i chłopaki!

Właśnie dziś stuknęło nam 10 000 wyświetleń! Dziękujemy każdej pojedynczej osóbce, która nas chociaż raz odwiedziła - nawet nie wiecie ile to dla nas znaczy. Myślałyśmy, że nikt tutaj nie będzie zaglądał, a tu taka niespodzianka. Dla Was chce się pisać.. :)

Z tej okazji dziś luźniejszy post o tym, co ludzie wpisują w google i jakim cudem docierają do nas na bloga..
Żeby nie było - pisownia zachowana oryginalna.


Kategoria: Wirtuozi języka polskiego.

glamour czyli co
o seboradin co to

Kategoria: Wirtuozi języka angielskiego.

szał mo tu crazy diamond
where to be derma Toller

Kategoria: Przypadki nagłe

chcę wyglądać jak wiedźminka (kto nie chce)
twarz się świeci 
zakrywanie tatuażu tuszem w kolorze skóry (tusz w kolorze skóry??)

Kategoria: Pytania

co to jest Lush
czym się róznia perfumy daisy marc jacobs woda toaletowa a woda perfumowana i ciemne
fajnie wygląda pozłacany zegarek i kilka bransoletek na jednej ręce? (fajnie, fajnie!)
gdzie kupic szminke do malowania twarzy adidas (szminka do malowania twarzy?? Swoją drogą moja koleżanka na Euro robiła sobie flagę na twarzy szminką i Sudocremem. Whatever works!)
jak farbowac rzecz na omrbe (jaką rzecz?)
jak namietnie opisac koktajl (może: jak namiętnie pić koktajl?)
jak się robi ombre hair z kredek ?
Jak zrobić ombre żeby nie było od linijki
jak zrobic tęcze na ciemnych włosach?
ktory cien z accessorize polecala katosu jako rozświetlacz
za co lubie lakiery (za wszystko!)


Kategoria: WTF?

kolana miedziane przedłużane (???)
lyszki 30 mink koparka (???)


No cóż, trzeba przyznać, że niektórzy mają fantazję!
Tak czy inaczej, jeszcze raz - dziękujemy wszystkim (nawet wiedźminkom).

Już JUTRO kończy się też nasze rozdanie, więc przypominam wszystkim tym, którzy jeszcze się do niego nie dopisali, a mają ochotę, że mogą to zrobić tu. Zawsze jest szansa!


Całusy
Ewa i Kasia.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Polowanie na wyprzedaże uważam za rozpoczęte!

(Sama nie wiedziałam czy wrzucić ten post, czy nie. Z jednej strony nie chcę żeby był odebrany w stylu "Kasia poszła na zakupy i wszyscy muszą wiedzieć co kupiła i ile pieniędzy wydała". Z drugiej strony ja osobiście uwielbiam takie posty, bo zawsze można coś fajnego wyhaczyć, zobaczyć gdzie i jakie są przeceny itd. Dlatego proszę Was, jeśli Was to razi to omińcie ten wpis..)

Jako, że sezon wyprzedażowy się już zaczął, a ja uwielbiam zakupy = kocham wyprzedaże wybrałam się na szoping do Złotych Tarasów - nie dlatego, że są feszyn i czik, tylko dlatego, że mam je pod nosem.
W Polsce uwielbiam kupować w Bershczce (?) i Stradivariusie, szczególnie spodnie - uważam, że mają świetne kroje i dosyć niskie ceny, ale tym razem nic dla siebie nie znalazłam. Przeceny były znikome, ale mój chłop jak wparował do Bershki to nie dało się go z niej wyciągnąć. Muszę przyznać, że męska kolekcja się tam poprawiła i udało mu się kupić co nieco.
Chłop poszedł oglądać mecz, a ja mogłam się oddać małemu zakupowemu szaleństwu w New Looku. Zawsze mi się wydawało, że to drogi sklep, ale odkąd mieszkam w Aber zauważyłam, że przeceny są tam naprawdę świetne i można znaleźć supertani ciuch. Co dziwne, zauważyłyśmy z Ewą, że większości przecenionych rzeczy nie ma w ogóle w stałych kolekcjach. Czy to tylko nasza spiskowa teoria, czy rzeczywiście tak jest?

Tak więc udało mi się kupić cztery bluzeczki. Jestem jedną z tych osób, które na zakupach ZAWSZE kupują bluzki i WIECZNIE narzekają, że nie mają ich wcale.. Za wszystko zapłaciłam niecałe 100 złotych, także wydaje mi się, że zrobiłam deal!


Nie byłabym sobą, gdybym nie rzuciła się na jaskółki i paski. Te pierwsze mam we wszystkich możliwych wydaniach.. na sukience, butach czy apaszce. Te drugie z kolei są na 1/3 moich ubrań. Wiem, że paski niekoniecznie wyszczuplają, ale zawszę mogę powiedzieć: "nie przytyłam, to przez paski", w nadziei, że ktoś to kupi.. Co do bluzki w kwiatki to sama nie byłam przekonana, bo jest ściągana na dole - a tego nie cierpię, no ale 20 złotych.. Jak miałam nie kupić. O trzeciej bluzce mój facet wypowiedział się, że ma majtkowy kolor i czy mam zamiar używać jej jako piżamy - naprawdę jest tak źle?

To właściwie koniec. Tych zakupów, oczywiście, bo wyprzedaże się dopiero zaczynają, mwehehe ]:->
Wpadło Wam coś w oko? A może Wam udało się coś już upolować?

Swoją drogą kiedy robiłam zdjęcia zakupów zorientowałam się, że w mojej (szumnie nazwanej) szafie zniknął gdzieś kolor czarny. Jak to możliwe, skoro kiedyś nosiłam prawie tylko ciemne ciuchy? Dorastam?


Buziaki, Kasia.