czwartek, 31 maja 2012

Tusz do rzęs Soap & Glory - Thick & Fast

Cześć cześć!

Przepraszam za moją ostatnią nieobecność na blogu, ale przeprowadziłam się do Warszawy, zaczęłam praktyki, popsułam internet w komputerze (nie wiem jakim cudem) i generalnie jakoś mi nie po drodze.. Nadrobię, obiecuję! Opuściłam się też w olejowaniu, testowaniu i ta kosmetykomania jakoś mija mnie obok (została zastąpiona manią na Euro2012 i uczeniem się nazwisk kadry reprezentacji Polski - dzięki P.), jedyne co kupiłam w Warszawie to lakier Essence, na przecenie w dodatku. Nie ma się czym chwalić!

Ale przechodząc do dzisiejszej notki - recenzja tuszu do rzęs, który ani mnie nie zachwycił, ani nie zniechęcił. Kupiłam go właściwie tylko ze względu na jego cenę - był dodatkiem do gazety i kosztował jakieś 4 funty, więc stwierdziłam - czemu nie..

Soap & Glory, Thick & Fast Mascara


Obietnica producenta: (źródło: wizaz.pl)
Tusz Thick & Fast daje efekt sztucznych rzęs - dłuższych, pełniejszych, bajecznych. Zawiera technologie: SUPERFILL False Lash Fillers. Rzęsy nie zbierają się w kępki a kosmetyk dodatkowo modeluje je specjalną warstwą wosku. 

Opakowanie i szczoteczka: Dostajemy 10ml produktu w fajnym, prostym i niekiczowatym opakowaniu - łatwo się zamyka, nic się z nim nie dzieje. Niestety tusz zbiera się na końcu szczoteczki przez co wszystko się brudzi - generalnie jest średnio. W dodatku szczoteczka jest OGROMNA - i jak możecie zobaczyć na zdjęciu zbiera bardzo dużo tuszu.



Aplikacja: tutaj nie ma na co narzekać, jedna warstwa w moim przypadku daje zadowalający efekt aczkolwiek szczoteczka jest tak duża, że trzeba uważać, żeby nie przesadzić.

Konsystencja: tusz rzeczywiście jest 'thick' i może przez to ciężko się z nim pracować. Wiem, że wiele dziewczyn narzekało na to, że jest strasznie suchy i lubi się kruszyć - ja nic takiego nie zauważyłam, może po prostu trafiłam na dobry okaz :)

Efekty: tusz nie daje spektakularnego efektu sztucznych rzęs - to na wstępie. W dodatku lubi sklejać rzęsy jeśli ma zły dzień :C Jeśli ma dobry dzień to rzęsy wyglądają bardzo fajnie - są pogrubione, wydłużone, ładnie rozdzielone. Nie wiem od czego zależą te jego humory, raz aplikacja jest miła i przyjemna, a raz kończę z efektem owadzich nóżek. Gdyby nie te kaprysy - bardzo polubiłabym ten tusz, bo jest zwyczajny - na co dzień daje świetny, delikatny look, na wyjście potrzebowałabym czegoś 'mocniejszego'.


Trwałość: Zadowalająca. Nie zauważyłam, żeby tusz się kruszył, zbierał w zmarszczkach pod oczami czy rozmazywał. Wytrzymuje spokojnie cały dzień.

Cena: trochę kuriozalna jak za zwykły tusz bo aż 10 funtów. Nie kupiłabym go za tyle.

Skład: Aqua (Water), Synthetic Beeswax, Paraffin, Stearic Acid, Acacia Senegal Gum, Triethanolamine, Butylene Glycol, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Glyceryl Stearate, Polybutene, Triacontanyl PVP, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Ascorbyl Palmitate, Methylparaben, Propylparaben, Tocopherol, Gossypium Herbaceum (Cotton) Extract, Polyquaternium-65, Hydrolyzed Rhodophycea Extract, Mica, CI 77499 (Iron Oxides). 

Ocena: 6/10 - drogi zwyklak.

Dziewczyny, polećcie mi jakiś tusz, który zrobi z moich krótkich rzęs firany i nie zrujnuje mojego portfela!

Buziaki,
Kasia.

wtorek, 29 maja 2012

Moje ukochane perfumy

Cześć dziewczyny,


Ostatnio Kasia pisała o swoich perfumach takich jak ciasteczkowe jabłuszko DKNY (klik) czy Bright Crystal od Versace (klik). Dziś ja chciałabym się pochwalić moimi ulubionymi pachnidłami. Osobiście uważam, że w perfumy warto inwestować i kupić oryginalne. Kiedyś uważałam, że wydanie pieniędzy na oryginalne perfumy to wyrzucanie pieniędzy w błoto - przecież mogę się zadowolić podróbką, która będzie pachnieć tak samo... Niestety podróbki mają w sobie ogromną ilość alkoholu, zapach jest słaby (nawet jeśli jest zbliżony do oryginału), ulatnia się po niecałej godzinie i podrażnia skórę (mnie się to zdarzyło kilka razy). Dziewczyny uważajcie na podróbki na allegro czy ebayu! Ja 2 lata temu marzyłam o perfumach Hugo Boss Femme, zamówiłam za 80zł !! nie mogłam dostrzec żadnej różnicy w buteleczce. Dopiero po porównaniu w drogerii dostrzegłam różnicę... a przez miesiąc łudziłam się i cieszyłam, że mam w końcu mój wymarzony perfum....

Żeby dalej nie przedłużać nudnej gadaniny chcę Wam przedstawić moich ulubieńców, które skradły moje serce i mam z nimi przemiłe wspomnienia!!


 Od lewej Daisy - Marc Jacobs, Femme - Hugo Boss, COCO Madmoiselle - Chanel 
(wszystkie z nich to wody perfumowane a ich trwałość jest mega mocna :])


Zacznę od Daisy


Moja Daisy by Marc Jacobs ma 100ml i ma prześliczne opakowanie (Jest to prezent od mojego M :*)

Według wizaz.pl:
Daisy to kompozycja delikatna, nieskomplikowana. 

Daisy kojarzy się z radością, swobodą i beztroską. Przeznaczono ją przede wszystkim dla młodych kobiet w przedziale wieku 18-24 lata. Perfumy zamknięto w uroczym flakoniku z oryginalnym, kwiatowym korkiem. 
Główne nuty to dzika truskawka, fiołek, gardenia, jaśmin, wanilia i piżmo

Nuty zapachowe: 
nuta głowy: dzika truskawka, liście fiołka, czerwony grejfrut 
nuta serca: fiołek, jaśmin, gardenia 
nuta bazy: esencja waniliowa, piżmo, białe drzewa (white woods) 


Według mnie zapach jest uroczy - idealny na wiosnę/lato- biała bawełniana sukienka + łąka z ukochanym + Daisy = zestaw idealny. Nie ma co dyskutować, jeśli jeszcze nie znacie zapachu to lećcie go wyniuchać :)


Femme 


Femme Hugo Boss w mojej wersji ma 80ml. W końcu udało mi się spełnić moją zachciankę sprzed lat! Upolowałam go na lotnisku w strefie bezcłowej za jakieś 24f !! Jest to chyba pierwszy (i najpiękniejszy) zapach dla kobiet od Hugo Bossa. 

Według wizaż.pl
Nowa interpretacja kobiecości, zapach stworzony dla kobiety - romantyczki. Delikatny, czuły, bardzo zmysłowy bukiet tworzy atmosferę czaru i namiętności. Na romantyczne okazje. Zapach wprowadzony w 2006 roku. 

Typ zapachu : kwiatowo - owocowy 

Nuty zapachowe: 
Nuty szczytowe: mandarynka, czarna porzeczka, frezja 
Nuty serca: jaśmin, lilia, bułgarska róża 
Nuty bazy: morela, drzewo cytrynowe 


Kolejny hit jak dla mnie, niektórzy uważają, że jest 'banalny' dla mnie jednak to piękne kwiatowo-owocowe perfumy, które kocham i są do dobre na każdą okazję :)

A tu mój skarb na specjalne okazje 
(również prezent od ukochanego,który mnie baardzo zaskoczył)



Coco Madmoiselle od Chanel
Co tu dużo mówić, prawdziwy skarb! (60ml)


Najnowsze dziecko Chanel i młodsze a zarazem bardziej nowoczesna wersja znanych niemal wszystkim perfum Coco. Twórcą jest Jaques Polge (`Allure`). Zapach jest nowym ucieleśnieniem ducha Coco Chanel. Śmiała i zdecydowana, udowodniła, że elegancja tkwi w prostocie. Niezależna, aczkolwiek wykorzystująca swój urok do fascynowania i wpływania na mężczyzn. `Coco Mademoiselle` jest świeży i orientalny. Dla nowoczesnej kobiety, której zmysłowość i sukces uzupełniają się.

Kategoria: świeżo-orientalna

Nuty zapachowe:
nuta głowy: sycylijska pomarańcza, kalambriańska bergamota
nuta serca: róża, orientalny jaśmin
nuta bazy: indonezyjska paczula, haitańska wetiweria, wanilia z Réunion, białe piżmo

Jestem zwolenniczką świeżych owocowo-kwiatowych zapachów, ale Madmoiselle mnie urzekł totalnie. Myślę, że nie jest to zapach na co dzień (przynajmniej dla mnie jest odrobinę za ciężki). Nie wiem w czym tkwi jego magia, ale gdy go używam czuje się wyjątkowa, pewna siebie i piękna! Zapach jest duużo lżejszy od nr5 ale jednak na upały letnie nie polecam. Świetnie się sprawdza na wyjścia , a faceci lecą jak muchy:)) Uważam, że każda kobieta powinna mieć perfum w którym czuje się uwodzicielsko i wyjątkowo!

A na sam koniec moj NAJukochańszy perfum co prawda  z niższej półki ale dzięki niemu zawsze mam przewspaniały humor i najcudowniejsze wspomnienia przed oczami. Kojarzą mi się przede wszystkim z początkiem mojej miłosnej przygody z moim ukochanym (która trwa już 2 lata i mam nadzieję, że się nie skończy). To już moja druga buteleczka, wcześniej miałam 100 ml i zleciała w mgnieniu oka (tak jak te lata) a mowa o Curious od Britney Spears:



Jest to nowoczesny, kwiatowy zapach adresowany dla mlodych, spontanicznych, ciekawych życia i odważnych kobiet. Nowoczesna kompozycja zapachu Curious odzwierciedla pełną ekspresji twórczość piosenkarki. Kwiatowe nuty zapachowe w nim zawarte jak każdy nowy przebój Britney gwarantują pewny hit !
W 2008 roku pod nazwą "Curious Heart" zapach ukazał się w limitowanej serii w różowej butelce. 

Nuty zapachowe:
nuta głowy: luizjańska magnolia, gruszka, kwiat lotosu
nuta serca: wanilia, drzewo sandałowe
nuta bazy: tuberoza, jaśmin, różowy cyklamen

Jak już mówiłam to mój nr jeden i nie mam zamiaru z niego rezygnować! jest hmm...inny, jedyny w swoim rodzaju. Świeży i oryginalny! Ogólnie nie jestem przekonana do perfum 'gwiazd'  ale ten mnie totalnie zauroczył. Pewnie nie każdemu się spodoba, może jest troszeczkę cukierkowy ale ja się z podobnym nigdy nie spotkałam i polecam wam dziewczyny, może i Wy dzięki nim znajdziecie miłość życia :)) 

Jacy są Wasi pachnący ulubieńcy godni polecenia? 

Miłego i pachnącego dnia
Buziaki, Ewa :**

niedziela, 27 maja 2012

Poundland - wszystko za funta.

Cześć!

Wczoraj wybrałam się do Poundlandu (o którym pisałyśmy wcześniej - klik). Podczas mojej wyprawy porobiłam kilka zdjęć, żeby pokazać Wam co fajnego można tam znaleźć.


Szampony, odżywki i inne produkty do włosów m in. Garnier, Timotei, Glisskur, Palmolive a czasem nawet Toni&Guy




Mazidła :)



















Płyty CD


   BRITNEJ!




MILIONY SŁODKOŚCI













I wszystko za funta !

Ja zmykam na plażę i życzę miłej soboty!

Buziaki,
Ewa :**




sobota, 26 maja 2012

Ciasteczkowe perfumy! DKNY Creamy Meringue.


OK. Musze przyznać, jestem perfumowym freakiem, mam wrażliwy nos i chcę w przyszłości być DJem zapachów- owszem, taki zawód istnieje i w dodatku jest mi przeznaczony, wiem to (zaraz po detektywie). Chociaż ostatnio moja mania na perfumy trochę zelżała. Podejrzewam, że zbiegło się to z faktem kiedy współwłaścicielka tego bloga i największa zdrajczyni świata dostała od swojego faceta Daisy od Marca Jacobsa - cios, niewybaczalny cios poniżej pasa...

Raczej nie przepadam za ciężkimi zapachami, uwielbiam świeże, owocowo-kwiatowe lekkie perfumy i kiedy Donna Karan zapowiedziała nową edycję perfum Sweet Delicious na wiosnę 2012 wiedziałam, że MUSZĘ mieć chociaż jeden flakonik. Jestem ooogromną fanką zielonego jabłuszka Be Delicious i właściwie gdybym miała wybrać jakie perfumy nosić do końca życia to pewnie byłoby to właśnie DKNY. Donna zaprojektowała trzy buteleczki, każda inspirowana pysznymi ciasteczkami. Kiedy stanęłam przed nimi na strefie bezcłowej to myślałam, że umrę ze smutku, że nie mam pieniędzy na wszystkie trzy..

Pink Macaroon to nektarynka i kumkwat, marcepan i granat. Piękny, słodki zapach.
Tart Key Lime to pomarańcze, mandarynki i fiołki. Bardziej owocowy i orzeźwiający.

No i mój.. Mój cudny: 

DKNY Sweet Delicious Creamy Meringue



Creamy Meringue - Kremowa Beza - łączy świeże nuty cytrynowe z kremem i bergamotką. Porozumienie z kwiatowym sercem frezji, frangipani i passiflory oraz podstawy cedru, białego bursztynu i piżma. (źródło: wizaz.pl)

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: bergamotka, cytryna, krem
Nuta serca: frezja, kwiat frangipani, passiflora
Nuta bazy: piżmo, ambra, drzewo cedrowe

Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak mogłam żyć bez tych perfum przez 20 lat. Uwielbiam je całym swoim sercem i oddaje im pierwsze miejsce na podium wśród ulubionych zapachów.
Ciężko jest określić jednym słowem czym one właściwie pachną - na początku jest to wata cukrowa, potem cytrynowe ciasto a na końcu pudrowe cukierki! Mimo, że słodkie - są też bardzo lekkie, nie męczą nosa. Ich zapach kojarzy mi się z wizytami w cukierni - jest tak kuszący, że nie da się przejść obok niego obojętnie. Nie jest to klasyczny zapach ani na dzień - ani na noc, przez co można go nosić na każdą okazję. Trzyma się całkiem znośnie - aczkolwiek ze mnie zapachy szybko uciekają i lubię pary razy w ciągu dnia się psiknąć, więc trudno mi stwierdzić ile tak właściwie ten trzyma się na skórze.
Cena takiej wizyty w cukierni to około 28 funtów za 50ml (przynajmniej na strefie bezcłowiej).

No kocham, kocham i mam ochotę sama siebie zjeść..

Ubolewam tylko nad faktem, że nie da się go przetransportować do Travalo, bo wtedy miałabym go zawsze pod ręką..

A Wy? Jakie zapachy wolicie: kwiatowe/owocowe/ciężkie/słodkie?

Buziaki,
Kasia!

czwartek, 24 maja 2012

Golden Rose Sweet Color nr 56 - kocham/nienawidzę

Dzień dobry!

Dziś szybki post o lakierze do paznokci, którego kocham tak samo mocno jak nienawidzę i sama nie wiem co z tym fantem zrobić.

Golden Rose Sweet Color nr. 56


Jeśli chodzi o miłość, to kocham go bezgranicznie za kolor. Nie jest to nude, nie jest to róż - coś pomiędzy, bardzo delikatny, trochę brzoskwiniowy, trochę różowy, trochę łososiowy - no bajka. Super na co dzień, na ciepłe dni, mój faworyt ostatnich dni.
Poza tym trzyma się około 3 dni, co uważam za całkiem dobry wynik i kosztuje 2 złote. Jest malutki - ma 5.5 ml ale to akurat super wielkość jak na lakier - nie zdąży nam się ani znudzić ani popsuć.


No ale co z tego, co z tego skoro.
1. potrzeba trzech warstw, żeby było go widać
2. jest cholernie gęsty i ciężko się go aplikuje
3. uwielbia robić bąbelki po starannym manicurze, najczęściej kiedy gdzieś się komuś spieszy i nie ma czasu na poprawki
4. schnie sto lat (przysięgam!)





Szkoda, że jest taki nieprzyjemny w aplikacji bo ja osobiście ten kolor uwielbiam.

Co mam zrobić, gdzie dostanę podobny lakier :C

Pomóżcie!

Kasia.

środa, 23 maja 2012

Ombre bez farbowania? Kilka słów o John Frieda.

Cześć dziewczyny!

Ostatnio w statystykach bloga zobaczyłam, że wiele z Was pojawia się tu po wpisaniu w google "ombre bez farbowania włosów". W sumie dziwne, bo my nasze ombre robiłyśmy milionem farb, jak to wyglądało możecie zobaczyć tu. Aczkolwiek zastanowiłam się nad tym i doszłam do wniosku że da się - wiadomo, nie ma nic od razu, ale jeśli nie chcemy niszczyć swoich włosów farbami rozjaśniającymi możemy podejść to ombre inną drogą. Mowa tu o produkcie - rozjaśniającym spreju od Johna Friedy.
Od razu zaznaczam, że ten post kierowany jest tylko do blondynek (ciemnych oczywiście, bo kto chciałby sobie zrobić ombre na platynowym blondzie..). Ten sposób nie zadziała na ciemnych włosach (próbowałam na sobie i musiałam pomóc sobie farbą, niestety). Blondynki mogą też uzyskać piękne refleksy na włosach, a wiadomo, zbliża się lato i takie pasemka wyglądają w słońcu zabójczo.
Oprócz tego produkt jest super alternatywą dla osób, które rozjaśniają włosy i męczą się z odrostami - nasza znajoma Agata (:*) używa go z powodzeniem i przedłuża sobie czas między farbowaniami włosów.
Uważam, że ten sprej jest naprawdę wielofunkcyjny i dla blondynek będzie suuuper!

Wszystko za sprawą produktu od Johna Friedy:

John Frieda, Sheer Blonde, Go Blonder Lightening Spray



Obietnica producenta: (źródło: wizaz.pl)
Spray rozjaśniający włosy to sekretna broń specjalistów marki John Frieda. Zawiera wyjątkowy kompleks rozjaśniający - owoce cytrusowe i rumianek, który stopniowo rozjaśnia i rozświetla włosy, pozwalając uzyskać naturalnie wyglądający, jaśniejszy kolor blond. Spray pozwala utrzymać w dobrej kondycji zarówno naturalne, jak i farbowane włosy blond, wzmacniając ich kolor i kamuflując odrosty. Spray najlepiej działa wzmocniony ciepłem suszarki. Widocznie rozświetla włosy po 3 - 5 zastosowaniach. 

Moje odczucia:

Opakowanie: Sprej zamknięty jest w bardzo poręcznym, 100ml opakowaniu z psikałką. Jako że to rozjaśniacz uważam że taka metoda aplikacji jest bardzo wygodna i higieniczna, także super.



Zapach: nie jest piękny, niestety. Coś co ma nam włosy rozjaśnić logicznie nie powinno pachnieć kwiatkami i fiołkami.. Całe szczęście znika od razu po wysuszeniu włosów.

Działanie: Ja używam go do pogłębienia efektu ombre które robiłyśmy parę miesięcy temu z Ewą. Co drugie, trzecie mycie spryskuje końcówki i suszę je suszarką - sprej działa bowiem pod wpływem ciepła. Można też zwiększyć ciepełko i potraktować włosy prostownicą - ale ja jej w domu nie posiadam nawet, także nie mam jak. Muszę zgodzić się z obietnicą producenta - sprej widocznie rozjaśnia włosy po 3 zastosowaniach. I to w dodatku na chłodny odcień blondu - a nie na żółte jajeczko, czego się obawiałam na początku. Dążę do platynowo-białych końcówek i już widzę znaczną rożnicę, a stosowałam go około 6 razy.
Nie polecam jednak używać go codziennie. Może niestety wysuszać włosy - ja zauważyłam, że końcówki są w gorszym stanie kiedy używałam go przez 3 dni z rzędu. Jednak używany co drugie, trzecie mycie nic z nimi nie robi (oprócz rozjaśniania oczywiście). Nie wyobrażam sobie też stosowania go na całe włosy - po pierwsze starczy pewnie na 3 aplikacje, a po drugie zostawi nam na włosach siano. Trzeba pamiętać że to jest nadal rozjaśniacz - a przy stosowaniu takowych trzeba szczególnie dbać o włosy. Także - stosować z głową, bo inaczej może być źle.



Cena: niestety to dosyć drogi produkt, bo kosztuje około 55 złotych. Nie orientowałam się gdzie można dostać go w Polsce ale w drogeriach w UK (Boots czy Superdrug) często można kupić dwa w cenie jednego.

Podsumowując:
Jeśli nie chcemy swoich włosów męczyć farbami, a chcemy je rozjaśnić uważam, że taki sprej jest do tego świetną alternatywą. Szczególnie polecam na końcówki, czy pasemka.

Ocena: 7/10 - odejmuję punkty za cenę i zapach i właściwie sama-nie-wiem-za-co. Może za to, że nie działa na brązowych włosach, ale chyba nie można mieć wszystkiego.. ;)

Skład: Water, Hydrogen Peroxide, Polysorbate 20, Disodium Phosphoric Acid, Vp/Va Copolymer, Fragrance, Polyquaternium 47, Polyquaternium 55, propylene Glycol, Ext. Violet 2, Vitis Vinifera Juice Extract, Alcohol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Citrus MEdica Limonum Peel Extract, Glycerin, Helianthus Seed Extract, Vitis Vinifera Seed Extract, Tocopherol, Peg 40 Hydrogenated Casto Oil, Tocopherol, Vitis Vinifera Seed Extract, Butylphenyl, Methylpropional, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool


Pytanie do Was, dziewczyny. Podobno Joanna ma w swojej ofercie podobny sprej - wiecie może jak się nazywa? Z chęcią bym go spróbowała!

Buziaki,
Kasia!

niedziela, 20 maja 2012

Jak ulepszyć swoją maskę do włosów-domowy sposób/ Baza NARS

Hej kochane!

dzisiaj kolejna notka o pielęgnacji włosów. Jak mieliście okazje czytać naszą recenzję na temat maski Vatiki ,wiecie że, cudów nie zdziałała. (jeśli nie ,zapraszam do przeczytania KLIK) Zrobiłam domowy eksperyment aby ją ulepszyć.
Czego potrzebujemy?


Oliwa z oliwy , 1 jajko, wasza nielubiana maska + miseczka :)



1. oddzielamy żółtko od białka (do maski użyjemy tylko żółtka)


2. Dodajemy oliwę , w zależności od długości włosów i kondycji. Ja mam dość długie włosy więc użyłam 3 łyżek stołowych. (myśle, że powinniśmy użyć 1-3 łyżek).


3. teraz zabieramy się za naszą wybraną maskę (moja to maska Vatika- inaczej jej nigdy nie zużyje)


4. Dodajemy 1-2 łyżki (ja użyłam 2 łyżek maski)


5. mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji 


To już koniec! Teraz nakładamy na mokre lub suche włosy , następnie wkładamy czepek i czekamy. Ja maskę trzymałam na głowie 2 godziny. Oczywiście możecie trzymać krócej/dłużej. Wszystko zależy od naszych włosów, metoda prób i błędów. jak 2 godz na długo ,ograniczcie się do 30 min i na odwrót. Jeśli nie podoba się na mokre włosy, spróbujcie na suche :) W moim przypadku po użyciu takiej maski włosy były miękkie, lśniące i łatwe do rozczesania. Później poszperałam w internecie i się okazało, że przede mną już ktoś wpadł na ten sam pomysł:( No nic to znaczy ,że działa :)

mam nadzieje, że się przyda.


a teraz chcę się pochwalić co upolowałam na amerykańskim amazonie i przybyło do mnie wczoraj!

baza NARS z  SPF20


juhuhuhuhuhuhuu!!

regularna cena tego produktu to około 45f ! Ja wyszarpałam ją za 15 f! tak bardzo się cieszę! zabieram się do testowania ,żeby się z wami podzielić wrażeniami i czy w ogóle była by warta 225 zł ?!


życzę miłej niedzieli:**

Ewa

piątek, 18 maja 2012

Na ratunek włosom! Produkty Seboradin.

Witam wszystkich!

Dzisiaj notka o intensywnej pielęgnacji włosów suchych i zniszczonych. Po około miesięcznym czekaniu doszła do mnie paczka z Polski. Była dla mnie bardzo ważna, bo zawierała bardzo cenne rzeczy :D Przejdę od razu do sedna. Nie oszukujmy się... po wieloletnim codziennym prostowaniu włosów (6 lat) to co mam na głowie nie jest w najlepszym stanie. Z codziennym prostowaniem dałam sobie spokój, ale niesmak na włosach pozostał :( Teraz staram się je zregenerować. Próbowałam róóóżnych metod i jak na razie olejowanie się sprawdza ALE chciałam to połączyć z czymś innym. Tak więc w moje łapy (w końcu) dostał się:


Preparat Seboradin polskiej firmy Inter Fragrances z czarną rzodkwią;

1. w formie ampułek 
2. w formie sprayu.



Zacznę od ampułek. W opakowaniu jest ich 14 i kuracja jest właśnie dwutygodniowa. Każda ampułka ma pojemność 5,5 ml. Jeśli chodzi o skład to znajdziemy między innymi czarną rzodkiew, olej rycynowy, olej z drzewa herbacianego, olej z kolendry i tymianek (dość ciekawie). Taką ampułkę wcieramy codziennie w skórę głowy i włosy i masujemy, masujemy, masujemy (ok 2 min). Można je stosować na mokre jak i na suche włosy. NIE SPŁUKUJEMY! Mimo że wcierka ma w składzie oleje czy też ekstrakty z nich, włosy nie są tłuste a wszystko ładnie się wchłania w czachę :) Dzisiaj dzień nr 1! 
Cena:  udało mi się znaleźć na promocji w cenie 26zł. Generalnie 30-40zł





Drugi produkt to Seboradin Lotion Niger tej samej firmy. Zamiast ampułek mamy do czynienia z 200ml sprayem. Głównym składnikiem jest również czarna rzodkiew (generalnie skład prawie taki sam tyle że, ampułki pewnie mocniejsze). Sprayu używa się podobnie - raz dziennie (najlepiej na noc). Po okresie 3 tygodni codziennego używania należy zrobić tygodniową przerwę. Spray nie obciąża włosów. 
Cena: około 20zł




Oba produkty pochodzą ze strony www.http://solidna-apteka.pl

Jako dodatek zamówiłam Capivit Piękne Włosy - ZA 3 ZŁ!! 


No nic, życzcie mi powodzenia i wytrwałości w kuracji :))

PS. Dzięki instrukcji u Panny Dominiki w końcu udało mi się zrobić coś a'la kosmos na pazurach (w odcieniach fioletu) podoba się? Chcecie zobaczyć step by step?


Buziaki,
Ewa!