sobota, 24 listopada 2012

Luksusowy bubel i niekompetentne ekspedientki..

Witajcie dziewczęta!

Dzisiaj notka o podkładzie, który miał szansę zostać moim ulubieńcem ale niestety mu nie wyszło :(

Yves Saint Laurent, Le Teint Touche Eclat

Podkład rozświetlający super-mega-hit ulubieniec wielu kobiet, idealny do KAŻDEGO rodzaju cery. Jak sprawdził się u mnie? Moja przygoda z tym 'cudem' zaczęła się całkiem przypadkowo. W październiku czekała mnie spontaniczna wizyta w Polsce, a co za tym idzie, strefa bezcłowa - taka okazja nie mogła mnie ominąć, z resztą w planach i tak miałam kupienie podkładu. Sumiennie odłożyłam pieniądze, żeby kupić swój wymarzony podkład. Po wejściu na strefę bezcłową momentalnie zostałam przytłoczona wszystkimi stoiskami zagranicznych marek Chanel, Dior, Givenchy, BeneFit, Estee Lauder, MAC, Lancome, YSL, Clarins, Clinique, Laura Mercier, Guerlain, Bobbi Brown i inne! Jednym słowem: zgłupiałam.

Jeżeli chodzi o zakupy lotniskowe, to zawsze ograniczałam się do perfum, i to takich które wcześniej wywąchałam i byłam pewna w 100%. Teraz było trudniej... wiedziałam, że szukanie podkładu nie będzie takie łatwe. Dzień przed przylotem naczytałam się chyba setek recenzji na temat podkładów, kilka nawet miałam na oku. Kręciłam się wokół stoisk jakąś dobrą godzinę i coraz bardziej wątpiłam, że kupie cokolwiek. Odważyłam się poradzić PRZEmiłej Pani z sektora YSL, ktora z pewnością widziała jak bezradnie krążę wokół tych wszystkich kosmetyków. Pyta  czego szukam, wiec odpowiadam grzecznie - podkładu. OO super, zaraz pani coś znajdziemy mamy świetne podkłady idealne dla pani. Jej wielki uśmiech   był nie do opisania. No cóż, ja zagubiona wiadomo- pomoc potrzebna.

Obyło się bez żadnych pytań o moja cerę (dziwne, zawsze konsultant pyta jaka mam cerę czego oczekuje od podkładu itp itd). Pomyślałam - pewnie zna się na swoim fachu wystarczy, że spojrzy na moją twarz i już wszystko wie. Leci do gablotki z nowościami i prezentuje mi Le Teint Touche Eclat mówiąc, że to jest podkład właśnie dla mnie. Yyyy, że co? Dzień przed natknęłam się na niego na wizażu. Przecież to lekki podkład rozświetlający, powiedziałam i dodałam, że szukam czegoś o mocniejszym kryciu z efektem matu  ponieważ mam cerę mieszaną, skłonną do błyszczenia się. Nie, nie, nie ten będzie lepszy, proszę usiądź i zaraz cie pomalujemy. Za 20 min miałam otwarcie bramek do samolotu wiec niechętna byłam na zabawy w malowanie. No ale ta kobieta była tak mecząca, wiedziałam, że tak łatwo nie odpuści. Siadam, Pani wybrała mi kolor X który był najgorszym z możliwych. Kolor był różowy z domieszką pomarańczu. Szybko powiedziałam ,ze ten będzie raczej za ciemny i szukam czegoś z żółtym pigmentem, a nie różowym. "Zobaczy pani jak nałożę". No szlag mnie trafiał...z zaciśniętymi ustami dałam się packać kolejna warstwą podkładu (Tak, mój makijaż nie został zmyty! A Pani ekspert dokładała kolejny kolor na mojej twarzy). Byłam tak umordowana podróżą a z drugiej strony tak podekscytowana szukaniem podkładu idealnego, ze było mi wszystko jedno. Przecież ta Pani wie co robi. No nic, po nałożeniu patrze w lustro: szok! Moja twarz wyglądała niewiarygodnie świeżo i promiennie. Wszystko zakryte, wykończenie wprost idealne, takie jakiego szukałam: lekki mat jak i również rozświetlenie. Kolor tez dobry. Coś nie tak, czemu na mojej ręce została pomarańczowa plama? No nic, po oglądnięciu się w lustrze dookoła z każdej strony  nie widziałam żadnych zacieków czy plam. Podjęłam decyzję - kupuję.

Po 2-godzinnym locie spojrzałam w lusterko z ciekawości jak radzi sobie mój nowy podkład. Co ujrzałam? Pomarańczowe plamy na twarzy, i bardzo nieestetyczne błyszczenie się. Oh ciśnienie mi się podniosło, ale stwierdziłam, że to może wina aplikacji albo tego, że produkt został nałożony na inny (inne). Podczas kolejnych dni pobytu w Polsce dawałam mu szansę, nie jedną i nie dwie. Z bazą-bez bazy z pudrem-bez pudru. Nałożony pędzlem, gąbeczką czy palcami zawsze dawał świetny efekt na początku, po 30-60 minutach zaczynał zanikać zostawiając plamy. W sumie porównała bym go kolorem i jakością do kremu BB Garniera, który jest bublem dla wielu osób (dla mnie z resztą też - recenzja). Jest mi bardzo przykro, ponieważ wydałam 20 funtów, (co ciekawe w Douglasie ten podkład kosztuje 199zł - czyli dwa razy więcej!) a podkład nie spełnił ani jednej obiecanej funkcji na mojej twarzy. Na domiar złego, podkład jest bardzo, ale to bardzo perfumowany, co z kolei mocno podrażniło moją skórę twarzy. Na początku myślałam, że to wina zmiany wody ale gdy po tygodniu odstawiłam podkład wszystko wróciło do normy. Nie chciałam go wyrzucać, bo było by to najgłupsze co mogłam zrobić, więc zaproponowałam siostrze, która jest starsza i ma inną cerę. Niestety u niej było to samo: podrażnienie (pierwsze słowa przy aplikacji: Ewa strasznie szczypie mnie buzia), oraz kiepska wytrzymałość. Po namysłach co by z nim zrobić zostawiłam go mamie, która ma cerę dojrzałą. Podkład jest głęboko nawilżający, rozświetlający o średnim kryciu więc może jej podpasuje. Dla mnie bubel, niczym nie różniący się od Garniera. Nie chcę go kompletnie przekreślać, ponieważ z tego co wiem to po prostu nie nadaje się on do cery mieszanej czy tłustej. Smutne jest to, że dałam się omamić na lotnisku przez ekspedientkę, która po prostu chciała mi wcisnąć nowość. Gratulacje, chociaż jej ta transakcja  wyszła na dobre... Po testach, uważam, że podkład idealnie będzie się nadawał do cery dojrzałej ponieważ nie nada efektu maski a ładnie nawilży i rozświetli zmęczoną i cienką skórę (CZEKAM NA OPINIĘ MAMY).




Tak więc poszukiwania podkładu idealnego trwają nadal, niestety metodą prób i błędów :(

Dziewczyny próbowałyście go? Słyszałyście o nim?

Jaki podkład polecacie do przetestowania?

13 komentarzy:

  1. nie znam i pewnie bym nie poznała, bo nie wydam tyle na kosmetyk!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio używam Lirene City Matt za całe 20-25 zł i jestem z niego bardzo zadowolona.
    Owszem, nie jest to jeszcze mój ideał. ASTOR Skin Match też całkiem nieźle się spisał.
    Jak do tej pory najbardziej chyba pasował mi Max Factor Colour Adapt- jego jedyny minus to średnia wydajność, ale tak zazwyczaj jest przy dość gęstych podkładach.
    Próbowałaś może któregoś z nich?

    OdpowiedzUsuń
  3. Lirene mialam juz w koszyku ale zrezygnowalam na rzecz Pharmaceris. Chcetnie wyprobuje Max Factora, bo jeszcze niegdy nie probowalam podkladow z tej firmy. Kto wie, moze to jest to;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że nie muszę używać podkłądu - mogę więcej wydać na włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam Ci Bourjois Healthy Mix a jeśli szukasz czegoś jeszcze lżejszego to Healthy Mix Serum;) Całkiem dobrze matują skórę, nie zapychają i są praktycznie niewyczuwalne na twarzy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również polecam :) Teraz kupiłam Flower Perfection :) Mam nadzieję, że nie będę zawiedziona.

      Usuń
    2. Mialam Healthy Mixa i rzeczywiscie wpspominam go dobrze, pozniej kupilam rowniez Bourjours ale Bio cos tam, i był najokropniejszy na swiecie!

      Usuń
  6. nie lubie takich natrętnych pań w sklepie xd okrpność ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. zgdadzam sie,jednak najgorsze doswiadczenia z ekspedientkami mam w drogeriach Natura! aaaaaah, moze to tylko u mnie w Tarnowie?

    OdpowiedzUsuń
  8. najgorsze to dac sie nabrac uriczym ekspedientkom ktore wciskaja tylko to co nie schodzi - masakra :(

    OdpowiedzUsuń
  9. och co za okropny bubel ! ;(

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko, kocham takie panie ;). Mnie denerwują czasami panie w Douglasie. Oglądałam coś i stojąc przy jednej półce wzięłam po kolei do ręki 3 produkty i do każdego podchodziła inna pani...

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój ulubiony podkład to Revlon ColorStay wszystkie inne z wyższej półki mi nie pasują... nie kryją tak solidnie i szybko się ścierają. Może jeszcze kiedyś znajdę coś godnego uwagi i pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń